Od momentu otwarcia hotelu Raffles Europejski Warsaw w połowie maja, byłem pytany kiedy w końcu będzie recenzja. Przyznam, że sam się nie mogłem doczekać pobytu, choć gościłem w hotelowym barze już kilka razy. Poczekałem parę miesięcy aż hotel i pracownicy się rozkręcą. Pod względem produktu i zakresu świadczonych usług, hotel jest jak najbardziej luksusowy. Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Ale po kolei.

Hasło reklamowe hotelu brzmi – Dwie Legendy, Jeden Hotel – co podkreśla bogatą historię i dziedzictwo zarówno Hotelu Europejski oraz marki Raffles.
Azjatycka marka Raffles, o której więcej przeczytacie TUTAJ, jest w Europie dość mało znana, choć obecnie dynamicznie się rozwija, o czym świadczy chociażby długo wyczekiwane otwarcie hotelu w Warszawie, który jest trzecim w Europie po Paryżu i Stambule. Najbardziej znanym hotelem Raffles, od którego zaczęła się historia marki, jest ten w Singapurze, który po 130 latach działalności przechodzi obecnie kapitalny remont i mam nadzieję, że będzie mi dane spędzić tam kiedyś noc.
Hotel Europejski, mimo swojej niezbyt szczęśliwej historii od czasów drugiej wojny światowej, jest ikonicznym miejscem, o czym świadczy ogromne zainteresowanie mieszkańców Warszawy, którzy zwiedzają hotel i wspominają jego dawne czasy. Spadkobiercy Europejskiego przygotowują specjalny album o historii hotelu, który ma być wydany pod koniec roku. Będzie wersja po polsku i po angielsku. Zawarte w nim zostaną liczne stare fotografie, różne wspomnienia i anegdoty.

Hotel Europejski otwarty został 1 stycznia 1857 roku jako elitarne miejsce pobytu i towarzyskich spotkań Warszawiaków, ludzi polityki, biznesu, kultury i sztuki. W znajdującej się w hotelu pracowni malarskiej tworzyli Józef Chełmoński, Adam Chmielewski i Stanisław Witkiewicz, a swoją siedzibę miał także salon sztuki Aleksandra Krywulta. W hotelu bywali Jan Kiepura, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie, a po wojnie w odnowionym hotelu gościli Robert Kennedy i The Rolling Stones (więcej o ich wizycie przeczytacie TUTAJ). Marlene Dietrich, która przyjechała do Warszawy na serię koncertów, ponoć nie była zadowolona z pobytu, gdyż z powodu obszernej sukni i futra nie bardzo mieściła się do hotelowej windy.

Po 160 latach historia zatoczyła koło. Europejski chce być ponownie miejscem łączącym kulturę, biznes i sztukę. I ta sztuka odgrywa w nowym hotelu bardzo istotną rolę. Raffles Europejski jest jak galeria sztuki, w której można przenocować. W pokojach i lobby rozmieszczonych zostało około 400 prac współczesnej sztuki XX i XXI wieku autorstwa polskich artystów. Kolekcja Europejskiego stworzona pod kuratelą Andy Rottenberg i Barbary Piwowarskiej, jest jedną z największych tego typu prywatnych kolekcji dostępnych publicznie. Aby wprowadzić gościa w świat sztuki i prezentowanych dzieł, utworzono specjalne stanowisko Art Concierge, które zajmuje Igor, z wykształcenia historyk sztuki. Igor organizuje kuratorskie wycieczki po hotelu.

Czytaj więcej… O wyzwaniach i celach przebudowy ikonicznego Hotelu Europejski w Warszawie. Wywiad z Jocelyn Fillardem z SUD Architectes.

Do hotelu podjechałem taksówką w sobotnie popołudnie. Niestety, ku mojemu zaskoczeniu na podjeździe nie było nikogo, kto by otworzył drzwi samochodu, powiedział „Witam w hotelu Raffles Europejski” i odebrał od taksówkarza bagaż. W ostatniej chwili przed wejście wybiegł konsjerż, który odebrał z rąk torbę. Jednak to nie to samo, bo tu nie chodzi tylko o samo odebranie bagażu, ale pewien rytuał powitania.
W holu czekał już kamerdyner Bartosz, który powitał mnie uśmiechem i uściskiem dłoni i odprowadził do biurka recepcyjnego. Usługa kamerdynera (ang. butler) jest dostępna bezpłatnie dla wszystkich gości.
Do pomieszczenia recepcji przechodzi się przez instalację znanego artysty Oskara Zięty, która jest swego rodzaju portalem. Na ścianie wykonanej z podświetlonego, jasnego onyksu znajduje się mapa Warszawy z zaznaczonymi na niej terenami zielonymi. Hol wejściowy i recepcja robi świetne wrażenie.

Recepcjonista Daniel, który pochodzi z Niemiec, choć bardzo dobrze włada językiem polskim, wstał na powitanie. Kiedy podałem nazwisko z rezerwacji, nie padło tradycyjne powitanie z jego użyciem. Daniel był jednak bardzo uprzejmy i komunikatywny.
Hostessa podała smakową wodę do picia, a na biurku pod szklaną kopułką leżały słodkości dla gości na powitanie. Tak sobie pomyślałem, że skoro Raffles to marka azjatycka, można by podawać mokre ręczniczki do odświeżenia rąk. Nie jest to zresztą zwyczaj praktykowany jedynie w Azji, a także w luksusowych hotelach we Włoszech i USA.

Rezerwację zrobiłem na kilka dni przed pobytem. Skorzystałem ze specjalnej oferty „600 za 600”, czyli puli 600 pokoi najniższej kategorii Deluxe w cenie 600 zł bez śniadania. Oferta dedykowana jest mieszkańcom Warszawy, o czym pisałem TUTAJ.

Miałem jednak ochotę doświadczyć pobytu w apartamencie. Na 106 pokoi, aż 40 stanowią apartamenty, typu – Junior, Signature, Grand, Raffles i Prezydencki. Recepcja nie ma jednak wdrożonej procedury upsellingu, czyli oferowania przy ladzie recepcyjnej pokoju wyższej kategorii. A szkoda, bo przy jeszcze tak niskim obłożeniu, sprzedaż pokoju wyższej kategorii nawet za niższą dopłatą niż na etapie rezerwacji (skądinąd robiąc rezerwację telefonicznie propozycja upgrade’u też nie padła), to bardzo wymierna korzyść i dla gościa i finansowa dla hotelu. Sam więc zapytałem o taką możliwość. Po konsultacji z szefem recepcji otrzymałem 15% zniżki na dopłatę do apartamentu Junior. Dodano mi także śniadanie do ceny pokoju.

Jako członek o statusie Silver w programie lojalnościowym Le Club otrzymałem voucher na powitalny napój w barze.
Recepcjonista wręczył mi kopertę z kluczem do pokoju, choć uważam że chyba powinien go przekazać kamerdynerowi, który przejął dalszą część obsługi. Życzył przyjemnego pobytu, ale już nie użył nazwiska.

Obsługa przy biurku jest praktykowana w luksusowych hotelach i lubię taką formę, ale pracownicy powinni pamiętać, że należy wstać kiedy gość wstaje lub zbliża się do recepcji w jakiejkolwiek sprawie. Z obserwacji recepcji zauważyłem, że nie jest to jeszcze takie oczywiste dla wszystkich.

Kamerdyner Bartosz poprowadził mnie do windy przez długie lobby, opowiadając o mijanych instalacjach artystycznych i punktach gastronomicznych. Jego głos był spokojny i wyraźny, a sposób bycia bardzo dystyngowany, jakby urodził się do tej roli. Jeśli interesuje kogoś taka praca, to etaty są wciąż wolne.

Lobby z łukowatym sklepieniem, urządzone zostało w bardzo ciepłych, wyrazistych kolorach. We wnękach wyłożonych ciemnym lustrem znajdują się regały z książkami i albumami. Nad korytarzem zwisa instalacja o nazwie „Droga Mleczna” składająca się z 160 szklanych pęcherzyków, symbolizujących 160 lat historii Europejskiego. W centralnym punkcie lobby na ścianie zainstalowano lampę, która pamięta czasy starego Europejskiego, podobnie jak spiralna, czerwona sofa na tle obrazu Wilhelma Sasnala, która dostała drugie życie. Z kolei długi, błękitny chodnik na korytarzu jest przedłużeniem charakterystycznych obrazów Leona Tarasewicza wiszących przy wejściu do restauracji.

Korytarze pokojowe są jasne, niebanalne. Ciekawie zaaranżowano hole przed windami na piętrach, z sofami i obrazami. Bardzo brakowało mi jednak czegoś tak podstawowego jak zapach, rozpylanego przynajmniej w holu przed windami. Zresztą tego zapachu nie było nawet w holu wejściowym do hotelu.
Na podłodze w holu, mosiężną linią zaznaczono umiejscowienie dawnej, spiralnej klatki schodowej, która została wybudowana po wojnie, a w trakcie ostatnich prac remontowych usunięta.
Na pierwszym i drugim piętrze znajdują się gabloty z pamiątkami z dawnego hotelu oraz zabytkowe meble. Jest ich wprawdzie niewiele, ale to fajny akcent.

Pierwszy przydzielony apartament Junior na ostatnim trzecim piętrze, zamieniłem na drugie piętro ze względu na wyższe sufity. Pokoje na ostatnim piętrze są dla mnie trochę za niskie, choć powierzchniowo równie przestronne.
Kamerdyner otworzył drzwi apartamentu i zapytał czy może wejść razem ze mną, po czym oprowadził po pokoju i opowiedział o wyposażeniu. Zapytał czy życzę sobie rozpakowanie walizki, czy mam coś do prasowania (bezpłatnie dwie sztuki odzieży na osobę), czy życzę sobie rezerwację stolika na kolację, na którą godzinę przygotować pokój do snu (turndown), czy podać kawę lub herbatę do pokoju na powitanie. Nie padło jednak pytanie czy napełnić pojemnik z lodem, a dzień był gorący i gość może miałby ochotę się czegoś napić z minibarku oraz pytanie o poranną gazetę do pokoju. Na koniec życzył przyjemnego pobytu, choć nie użył mojego nazwiska, i poinformował, że kamerdynera wzywam specjalnym przyciskiem na telefonie.

Po chwili wszedł portier z bagażem, który ku mojemu zaskoczeniu zostawił go w salonie i wyszedł. A gdzie pytanie – Gdzie pan sobie życzy abym położył bagaż? Czy mogę wejść do sypialni i położyć na bagażniku?

Apartament Junior ma 60 mkw. Dzięki kolorystyce, meblom i różnego rodzaju dodatkom, atmosfera apartamentu była bardzo przyjemna, wręcz domowa. Dopełnieniem projektu pokoi jest polska porcelana z Ćmielowa i szkło z okresu 1960-1980 oraz liczne mosiężne okucia jako element wystroju z przełomu wieków. Na regałach książki, choć tylko w językach obcych. Brakowało mi magazynów lifestylowych – o modzie, podróżach, architekturze, dizajnie. Był jedynie magazyn Raffles. Kiedy wspomniałem w recepcji o jednym i drugim, niestety nie było reakcji i próby znalezienia rozwiązania. Wyjście z inicjatywą jest niezwykle istotnym elementem obsługi w luksusowym hotelu.

Minibarek z szerokim asortymentem napojów i alkoholi, płynnym mleczkiem do kawy, specjalnie pakowanymi dla hotelu przekąskami w słoiczkach i miętówki. Czajnik i ekspres do kawy oraz szkło do wina, soków i drinków, choć jedne było kryształowe, a drugie gładkie. Dla gości bezpłatna woda mineralna i dodatkowo w apartamentach butelka czerwonego wina. Na życzenie kamerdyner dostarczył wodę gazowaną.

Telewizor 56-calowy z szerokim wyborem kanałów w wielu językach, pilot w skórzanym etui.
Na ręcznie wykonanym i specjalnie zaprojektowanym biurku leżało drewniane pudełko z wygrawerowanym na wieku logo hotelu, ze starodawnymi pocztówkami i papeterią w środku. Prezentowało się to niezwykle ekskluzywnie. Po doświadczeniu pobytu w apartamencie w londyńskim Savoy’u, gdzie kamerdyner przygotował dla mnie imienną papeterię, poczułem że tutaj brakuje mi czegoś podobnego. W biurko wmontowane jest gniazdko usb i hdmi oraz gniazdko elektryczne, brakowało mi gniazdka uniwersalnego do różnego rodzaju wtyczek. Obok biurka stał kosz z przegrodą służącą do segregacji śmieci.

Dzięki uprzejmości hotelu otrzymałem fajnie podaną wstawkę powitalną.

Z okna apartamentu miałem widok na patio z oranżerią, w której ma się znajdować kawiarnia. Patio jest jeszcze w trakcie wykańczania. Część pokoi ma własny niewielki taras. Ze względu na zmienne warunki pogodowe w Polsce, połączyłbym oranżerię szklanym łącznikiem z głównym budynkiem.

W przestronnej sypialni stoi toaletka z marmurowym blatem, podświetlonymi lusterkami kosmetycznymi i gniazdkiem elektrycznym do suszarki.
Łóżko wysokie i wygodne, z pierzastą kołdrą i poduszkami, dodatkowo z pierzastą nakładką na materac marki Seally. Poduszki okazały się trochę twarde dla mnie, ale do wyboru goście mają ich siedem rodzajów ze specjalnego menu. Przy łóżku znajduje się panel do sterowania klimatyzacją, zasłonami i oświetleniem. Na co zwracam szczególną uwagę, i tutaj się nie zawiodłem, to nocne oświetlenie, czyli dyskretne światło pod szafką nocną i przypodłogowe w łazience, oraz skórzana tacka na biżuterię.

Czytaj więcej…. Luksusowa usługa hotelowa – co to faktycznie znaczy?

W szafie, poza tradycyjnymi wieszakami wiszą także satynowe jak należy oraz specjalny wieszak na krawaty. Kapcie pakowane są w woreczkach z kokardą. Suszarka z dużą mocą pakowana w woreczku. Szuflady mają specjalne przegródki na złożone skarpetki oraz bieliznę.

Bardzo przestronna łazienka wyłożona jasnym marmurem, wyposażona jest w osobną wannę i deszczowy prysznic, toaletę w oddzielonej drzwiami wnęce, choć brak bidetu, w dwie umywalki, telefon, wagę, dużą ilość ręczników, z czego kąpielowe o ponad standardowym rozmiarze, kosmetyki marki Blaise Mautin, sól do kąpieli i myjkę do ciała, głośnik telewizora, liczne akcesoria higieny osobistej.

Patrząc jednak na wyposażenie i użyte materiały do wykończenia mebli, nie tylko w moim apartamencie, dziwię się, że przy niemal nieograniczonym budżecie na urządzenie wnętrz oraz rzeszy wydawać by się mogło doświadczonych projektantów, wiele elementów zostało zaprojektowanych tak niefunkcjonalnie, choć pięknie pod kątem estetycznym. Ciemne parkiety, które już są porysowane i wymagają naprawy; skórzane(!) blaty biurek, które już są zadrapane; krzesła przy toaletkach, których drewniane oparcia już są obite od mosiężnych krawędzi blatu; niezaimpregnowane marmurowe blaty stolików, które już mają trwałe plamy.

Czytaj więcej… Jak zaprojektować funkcjonalny i komfortowy pokój hotelowy

Praca pań pokojowych w takim hotelu, to nie lada wyzwanie i odpowiedzialność. Spotkane parę razy na korytarzu panie pokojowe nawiązały kontakt wzrokowy i jako pierwsze się witały, choć bez uśmiechu. Niestety nie mogę tego powiedzieć o pracownikach utrzymania czystości w częściach publicznych, gdzie żadna z trzech spotkanych osób, pierwszego i drugiego dnia, mimo nawiązanego przeze mnie kontaktu wzrokowego, nie uśmiechnęła się, nie pozdrowiła słownie lub chociażby skinęła głową.

 

reklama

 

Goście hotelu Raffles Europejski oraz osoby z zewnątrz mogą korzystać z hotelowego Spa, które się znajduje na poziomie -1. Jasna przestrzeń z dyskretnym oświetleniem sprzyja relaksowi. Do dyspozycji jest sześć gabinetów zabiegowych, pokój relaksu przed i po zabiegach oraz sauny. Basen, który ma się znajdować w pomieszczeniu dawnego skarbca, nie jest jeszcze gotowy. Prawdopodobnie zostanie oddany do użytku jesienią.

W lobby znajduje się cukiernia słynnej przed wojną polskiej marki Lourse. Choć nie jest to już przestronna sala z wejściem na rogu budynku, jak to było przed przebudową. W cukierni, która sprzedaje słodkości i lody własnej produkcji, poznałem przesympatyczną Jolę, która przepracowała kupę lat w warszawskim hotelu Marriott. Rozmowna i uśmiechnięta, idealnie sprawdza się w swojej roli, również jako gospodarz w lobby, gdzie zagaduje gości i podaje bezpłatną wodę do picia. Wspiera w tym Magdę, Lobby Managera, która sprawuje opiekę nad gośćmi, oprowadza po hotelu, przyjmuje życzenia, uwagi i ewentualne zażalenia gości.

Kolejnym pomieszczeniem w lobby jest palarnia cygar Humidor. Bardzo męski styl – ciemnozielone ściany z plakatami filmowymi polskich artystów, dębowa podłoga, kominek, kasetony na suficie, obszerne skórzane fotele, barek z koniakami oraz oczywiście witryna z cygarami zapewniająca odpowiednią wilgotność. Z moich obserwacji zauważyłem jednak, że goście tam raczej nie przesiadują. Humidor jest ewidentnie dla koneserów i osób z grubym portfelem, który wymaga specjalnej promocji, aby zarabiał.

Natomiast najpopularniejszym miejscem, które jest otwarte przede wszystkim na osoby z zewnątrz i które kreuje niejako swoją autonomiczność od hotelu, jest Long Bar.
W sobotni wieczór było sporo klientów. Gwarno od rozmów, fajna muzyka, świetny design, generalnie przyjemna atmosfera. Po zmroku i przy ściemnionym świetle lamp jeszcze lepiej prezentują się podświetlone na półkach alkohole w liczbie ponad 400 butelek, w tym 100 rodzajów whisky! Żaden hotelowy bar w Warszawie i w Polsce nie może poszczycić się taką kolekcją.

Choć i tu projektanci popełnili kilka funkcjonalnych błędów, jak chociażby zbyt małe stoliki koktajlowe, przy których stoją trzy lub nawet cztery fotele, czy wejście za ladę barową bez drzwiczek, które jest stale otwarte, przez co widać całe zaplecze. Plus za miękkie, skórzane podkładki pod nadgarstki wzdłuż krawędzi marmurowej lady barowej, oraz gniazdka USB do ładowania telefonów i haczyki na torebki pod ladą.

Zgodnie z tradycją sieci Raffles, każdy hotel ma opracowany własny drink o nazwie Sling. Warsaw Sling to połączenie dżinu Tanqueray 10 z nalewką pigwową, syropem piernikowym, sokiem z ananasa, cytryny i pomarańczy. Dodatkowo udekorowany plastrem suszonego ananasa. Słomki, które wydawały mi się plastikowe, tak naprawdę są wykonane w 100% ze skrobi. Spróbowałem zarówno Warsaw, jak i Singapore Sling, i dla mnie ten lokalny jest ciekawszy w smaku.

Specjalnie dla hotelu wyprodukowano serię dwóch tysięcy butelek wódki Chopin, która jest wykonana z ziemniaka Augusta i dwukrotnie destylowana. Wódkę można skosztować w Long Barze lub nabyć w cukierni Lourse w brandowanym opakowaniu.

W Long Barze byłem już parę razy od otwarcia. Pracują tam znakomici barmani, jak Marek i Szczepan, lecz niestety zauważam, że nie wszyscy kelnerzy prezentują ten sam wysoki poziom obsługi i komunikatywności. Przy poprzedniej wizycie kelnerzy nie wykazywali zainteresowania kiedy wszedłem do baru z osobą towarzysząca i musiałem sam znaleźć sobie miejsce. A osób z obsługi było więcej niż gości w tym czasie.
Ponadto ubywają przekąski do koktajli. Wcześniej elegancka deseczka z oliwkami i solonymi orzeszkami, teraz już tylko pikantne orzeszki, które nie każdemu przecież muszą smakować. I nie było alternatywy. Jeden kelner odpowiedział, że niestety nie ma nic innego. Na szczęście drugi kelner Damian wyszedł z propozycją, że postara się coś załatwić. I faktycznie, trochę to trwało, ale przyniósł oliwki. Doceniam!
Jeszcze jedna rzecz. Nowy kelner w takim hotelu nie powinien pracować w prywatnych zwykłych spodniach, które odróżniają się znacznie od uniformów. Czarnych spodni na kant naprawdę nie trzeba zamawiać u projektanta. To raczej podstawa męskiej garderoby.

Naturalnie nie mogłem pominąć kolacji w hotelowej restauracji.
Doświadczenie kulinarne w Europejski Grill było r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-e.
Ciekawie zaaranżowana sala jadalna, zdobiona detalami w postaci zachowanych na suficie elementów sztukaterii sprzed lat, reprodukcją ceramiki z pałacu w Nieborowie, oraz ogromnymi talerzami z malowidłami. Oryginalnym pomysłem są wykonane z miedzianej siatki ruchome skrzydła parawanów wokół stolików pod ścianą, co ma zapewnić pewną prywatność gościom.
Elegancko, ale nowocześnie nakryte stoły, z zastawą wykonaną specjalnie dla restauracji i mosiężnymi sztućcami.
Mimo, że restauracja znajduje się w luksusowym hotelu, atmosfera jest nieformalna. W sobotni wieczór było kilka zajętych stolików. Goście to przede wszystkim osoby z zewnątrz.

Hostessa odprowadziła do zarezerwowanego stolika, gdzie powitał mnie szef restauracji. Pan Andrzej przez kilka lat mieszkał w Londynie i pracował m.in. w słynnym hotelu Mandarin Oriental Hyde Park. Pełen profesjonalizm jeśli chodzi o aparycję, elokwencję i wiedzę na temat serwowanych dań i win.
W perfekcyjnej obsłudze zabrakło mi jednego detalu. Mianowicie podsunięcia krzesła kiedy siadałem do stołu i ponownie kiedy na chwilę od niego wstałem w trakcie posiłku. Taki element obsługi jest zazwyczaj praktykowany jest w restauracjach w luksusowych hotelach.

Przed posiłkiem podany został na drewniano-kamiennej desce chleb orkiszowy, który jest wypiekany na miejscu i własnej roboty masło. Zwróciłem uwagę na oryginalne przyprawniki z drewnianymi łyżeczkami.

Na przekąskę otrzymałem jajko przepiórcze na granoli i pestkach dyni, z liściem rukoli. Efektowne było podniesienie wieczka słoiczka, podłożonego kawałkiem wstążki jutowej, z którego wyleciał dym wędzonego drewna jabłoni.

Zacząłem od chłodnika migdałowego. Wędzone zielone pomidory posypane płatkami migdałów i szczypiorkiem, z dodatkiem oliwek Kalamata i czosnku niedźwiedziego, zostały przy mnie zalane mlekiem migdałowym zblendowanym z zakwasem chlebowym i skropione oliwą.

Danie główne poprzedziła doskonała baskijska wołowina txogitxu, podana z puree z buraczków. Do wołowiny skosztowałem francuskiego, czerwonego wina Chateau de Pez.

Na danie główne, zgodnie z rekomendacją zamówiłem dorsza w sosie dulse, podanego z fasolką szparagową i vierge, czyli pomidorami z dodatkiem ziół i cytryny. Do tego z kolei wybrałem nowozelandzkie, białe wino Spy Valley. Zioła do dań hodowane są w szklarni na patio hotelu. Szalenie podobało mi się podanie dodatków w małych garnuszkach, zamiast na jednym talerzu, przez co stół prezentował się atrakcyjniej i co umożliwiało dzielenie się dodatkami z osobą towarzyszącą.

Na koniec spróbowałem deser o nazwie masło palone, czyli sorbet jabłkowy z dodatkiem owoców yuzu, ułożony na kruszonych orzechach włoskich i płynnej czekoladzie, z wierzchu polany palonym masłem.

Ale to nie wszystko. Na pożegnanie zostałem poczęstowany jeszcze pralinami z cukierni Lourse.

Szefem Kuchni jest Beñato Alonso, który razem z Witoldem Iwańskim tworzy Europejski Grill. Miałem okazję poznać Beñata osobiście.
Kiedy zapytałem go, jaki jest jego cel, odpowiedział – „Chcę, aby Europejski Grill było miejscem spotkań Warszawiaków. Jesteśmy jak małe dziecko, uczymy się, doświadczamy, stale szukamy pomysłów. Stawiamy na prostą, ale innowacyjną kuchnię, polskie i sezonowe produkty wysokiej jakości od lokalnych dostawców. Przeszliśmy przez receptury i karty menu hotelu Europejski z poprzedniego wieku. Dodaliśmy do naszej karty parę klasyków. Przyjdźcie, spróbujcie i powiedzcie nam co myślicie i czego oczekujecie. Stwórzmy to miejsce razem.”
Na pytanie, kiedy możemy spodziewać się gwiazdki Michelin, odpowiedział z uśmiechem – „Nie zaprzątam sobie tym głowy na razie. Oczywiście bardzo bym chciał, ale przyjdzie na to jeszcze czas.”

Restauracja oferuje dwa prywatne VIP Room’y, które można wynająć na specjalną okazję z miejscami od kilku do kilkunastu.

Wróciwszy do pokoju po kolacji, był już przygotowany do snu. Poza tradycyjnym przygotowaniem łóżka, na szafce nocnej stała butelka wody i szklanka oraz pilot tv, na podłodze leżała mata z kapciami, a telewizor był włączony na kanale „Raffles” z muzyką. Naczynia po wstawce powitalnej zostały zabrane i wstawiono nowy półmisek świeżych owoców, kubełek z lodem został napełniony. Oceniam bardzo pozytywnie ułożenie na małych ręczniczkach na blacie umywalki moich przyborów toaletowych i kosmetyków etykietą do przodu. To jest często praktykowany standard w luksusowych hotelach.
Usługa serwisowania pokoju jest dostępna 24h.

Rano przed śniadaniem zadzwoniłem po kamerdynera z prośbą o kawę do pokoju. Recepcjonista odebrał telefon używając moje nazwisko. Zapytał jaką kawę sobie życzę i czy podać cukier. Nie zapytał jednak czy podać gazetę.
Na zmianie był ponownie kamerdyner Bartosz. Zadzwonił do drzwi, z uśmiechem przywitał się używając moje nazwisko, zapytał czy może wejść i gdzie podać kawę. Poinformował jaka jest prognoza pogody, zapytał jak minęła noc, czy łóżko było wygodne, czy życzę sobie śniadanie do pokoju, czy chciałbym oddać coś do prania lub wyprasowania i czy wypolerować mi buty. Poprosiłem o późniejsze wymeldowanie do godz. 15:00, co Bartosz potwierdził od razu.

Na śniadanie zszedłem do restauracji Europejski Grill niedługo przed ich końcem o 10:30. Choć jeszcze wiele osób schodziło się na 11:00. Hostessa z uśmiechem powitała mnie w wejściu, odprowadziła do stolika, wręczyła kartę menu. Ponownie zabrakło mi podsunięcia krzesła. Następnie podszedł kelner i zaproponował ciepły napój.

Śniadania podawane są w formie niewielkiego bufetu, na którym wystawiane są półmiski z zimnym asortymentem, sokami i szampanem. Sama wielkość bufetu według mnie była w porządku, bo ideą jest wystawianie mniejszej ilości jedzenia, żeby nie schło, ale na bieżąco uzupełniane, zwłaszcza że obłożenie hotelu było niskie. Niestety bufet był wybrakowany. Na półmiskach leżały resztki jedzenia, a zabrany półmisek z warzywami już nie został zastąpiony nowym, dzbanki z sokami były niemal puste.
Z karty menu zamówiłem dania na ciepło – jajka po benedyktyńsku z wędzonym łososiem oraz maślane naleśniki z syropem klonowym – na które musiałem jednak trochę długo poczekać.

Obsługa była trochę chaotyczna, robiła sporo pustych przebiegów. Ze stołu obok kelner zabrał naczynia, ale już nie przetarł zabrudzonego blatu. Bardzo pozytywnie wyróżnił się Kacper, kelner który obsługiwał mój stolik. Elegancko ubrany w dwurzędową kamizelkę, koszulę z mankietami na spinki z logo hotelu i muszkę. Dobre maniery, uśmiechnięty, komunikatywny, pomocny. Widząc, że mam problem z nalaniem soku z dzbanka z mało poręcznym wieczkiem, podszedł i nalał mi do szklanki. Obserwowanie gości jest bardzo ważne.

Mimo przedłużonej doby hotelowej, mój apartament nie został odświeżony, jak miało to miejsce chociażby w londyńskim hotelu Savoy, gdzie recepcjonistka wiedząc że wychodzę poza hotel, poinformowała służbę pięter. A można to było zrobić w czasie, gdy byłem na śniadaniu. Taki standard powinien dotyczyć przynajmniej apartamentów.
Jednak byłem bardzo miło zaskoczony, gdy po powrocie do pokoju na stole znalazłem pożegnalne prezenty – słodkości z cukierni Lourse, skórzane okładki na dokumenty z logo hotelu oraz odręcznie wypisana kartka ze spersonalizowaną treścią.

Ważnym elementem obsługi w luksusowym hotelu jest budowanie profili gości, polegające na zbieraniu informacji poprzez wypytywanie gościa lub zwyczajne słuchanie i wychwytywanie owych preferencji. W Raffles Europejski pracuje nawet osoba, której zadaniem jest uzupełnianie profili w systemie. Wyjeżdżając dowiedziałem się, że kilka uwag na temat moich zgłoszonych preferencji, choć nie wszystkie, zostały wpisane do profilu.

Zespół hotelu Raffles Europejski jest międzynarodowy, co bardzo mi się podoba. Pracownicy mówią po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, francusku, włosku, grecku, rosyjsku i ukraińsku, te ostatnie już nie zaskakuje.
Poza Bartoszem, miałem jeszcze okazję poznać kamerdynerkę Alisę z Rosji, która pracowała poprzednio w Four Seasons St.Petersburg, więc szybko złapaliśmy dobry kontakt.

 

reklama

 

Raffles Europejski jako produkt jest doskonały i ma ogromny potencjał. Zespół wymaga jednak nieustannych szkoleń, dużej atencji i przede wszystkim motywacji i inspiracji ze strony managerów, bo tylko z ponadprzeciętnym i stałym poziomem obsługi będzie można powiedzieć, że jest to najbardziej luksusowy hotel w Polsce.
Praca dla kierownika szkoleń w takim hotelu, który powinien być jednocześnie kontrolerem jakości, to ciekawe wyzwanie.
Tutaj nie ma miejsca na wymówki. Dużo pracy, sporo pokory, nie ignorowanie uznanych warszawskich hoteli z ugruntowaną pozycją, bo Raffles Europejski tak naprawdę buduje swoją pozycję od nowa. Sama marka i wnętrza to nie wszystko.

Dziękuję personelowi za upominki oraz miłe rozmowy. Przepraszam jeśli za dużo zagadywałem, ale lubię rozmawiać z obsługą.
Bardzo chętnie powtórzę te doświadczenie, żeby usłyszeć – „Witamy ponownie w Raffles Europejski panie Weber” 🙂

 

Trochę liczb:
pokój Deluxe – od 1.070 zł
apartament Raffles i Prezydencki – 16.000 zł
śniadanie w restauracji – 140 zł
woda Evian z minibarku – 19 zł
chłodnik migdałowy – 28 zł
dorsz atlantycki z dodatkami – 78 zł
deser masło palone – 23 zł
kanapka klubowa w Long Barze – 55 zł
Sling – 49 zł
butelka wódki Chopin Europejski – 400 zł
40 ml tequila Gran Patron Lalique – 3.988 zł
butelka 37-letniej whisky Port Ellen – 50.000 zł

 

Zapraszam do skorzystania z moich usług!

Komentarze

komentarzy