Jest takie miejsce, w którym możesz rozkoszować się naturą i cieszyć chwilą.
Kimura Glamping. Jakieś 30 minut od centrum Warszawy.
Tabliczka informacyjna na parkingu wskazuje pieszą drogę do celu. Ścieżka wiedzie przez…magiczny las.
Szum liści, na gałęziach wiszą dekoracyjne klatki dla ptaków wyłożone mchem i tkane łapacze snów.

Wychodzę na polanę. Pośród drzew stoją cztery namioty.
Przypomniały mi się czasy z dzieciństwa, kiedy na trawniku przed blokiem, na osiedlu w Mrągowie, rozstawialiśmy latem namioty i biwakowaliśmy.
Kimura Glamping to jednak inne doświadczenie. Nie przypomina tradycyjnego pola namiotowego, czy kempingu. Stąd określenie glamping, czyli połączenie angielskich słów glamorous i camping, co można tłumaczyć jako luksusowy kamping. Powiedziałbym nawet, że to taki antyluksusowy luksus.
To opcja dla tych, którzy chcieliby spędzić czas na łonie natury, ale w komfortowych warunkach. Glamping może przybrać formę nie tylko klasycznych namiotów, ale także domków na drzewie, sferycznych kul, mongolskich jurt, czy nawet domków hobbitów.
Już raz miałem okazję doświadczyć czegoś podobnego podróżując po Patagonii (Chile), gdzie zatrzymałem się w EcoCampie – recenzja TUTAJ.

Przestronne namioty wyposażone są w duże łóżko i rozkładaną sofę. Na drewnianej podłodze leżą patchworkowe dywany. Na wyposażeniu są książki, projektor i odtwarzacz dvd z płytami – ściana namiotu doskonale służy jako ekran. W lodówce czeka powitalna butelka wegańskiego wina i woda. Za pomocą lampionów i kadzidełek można sobie stworzyć przyjemny klimat. Jeśli ktoś jest zmarzluchem, to w nocy może ogrzać namiot farelką, a łóżko kocem elektrycznym.

Każdy namiot dysponuje łazienką „pod gwiazdami” z umywalką, wolnostojącą wanną lub/i prysznicem z deszczownicą w otoczeniu roślin i wegańskimi kosmetykami.
Toalety znajdują się w osobnym budynku. Amatorzy luksusowych doświadczeń nie będą zawiedzeni – ceramiczna muszla klozetowa, miękki papier toaletowy i umywalka ze złotą emalią w oknie z widokiem na las.

Mój namiot nazywał się Amaterasu. Nazwa pochodzi od imienia najważniejszej bogini występującej w mitologii japońskiej i oznacza „świecąca na niebie”. Sama nazwa Kimura to nazwisko pochodzącej z Japonii założycielki tego miejsca.
Namiot jako jedyny dysponuje mini tarasem na podwyższeniu, z którego rozchodzi się widok na cały glamping. Na kieliszek wina lub kubek kawy i książkę idealna miejscówka.

 

Na terenie glamingu nie ma restauracji. Natomiast jedzenie można zamówić z pobliskiej restauracji z dowozem. W polowej kuchni natomiast dostępny jest ekspres do kawy, czajnik, lodówka, kuchenka i grill elektryczny.
Goście mogą bezpłatnie korzystać ze strefy relaksu z jacuzzi w drewnianej balii, wanny, wolnostojącej sauny z widokiem na las i gabinetu masażu (masaże są płatne).
Nie brakuje hamaków. Jest także wydzielona strefa ogniskowa oraz kino pod gwiazdami z projektorem i odtwarzaczem dvd.
Całodobowo dostępny jest pracownik obsługi.

 

Taka forma miejsca pobytowego zyskała już w Polsce bardzo liczne grono fanów. Ze względu na swój bardzo kameralny charakter, rezerwacje trzeba robić ze znacznym wyprzedzeniem. Udało mi się zrobić rezerwację namiotu w dniu przyjazdu, bo akurat ktoś anulował swój przyjazd. Była to spontaniczna decyzja. Okazało się, że cały glamping mam na wyłączność!

W niedzielny poranek zbudziłem się o godz. 8:15. Rześkie powietrze, słońce przebijało nieśmiało przez chmury. Ptaki musiały toczyć jakąś zażartą dyskusję, bo jeden przekrzykiwał drugiego. Bosymi stopami stąpałem po trawie w kierunku polowej kuchni, by zrobić herbatę.

Zamówione śniadanie wegetariańskie zostało dostarczone pod namiot. Wiklinowy kosz przysłonięty lnianą serwetą ozdobiony został kwiatem mleczu. W środku kanapki z serem mozarella i pomidorami, czekoladowe mafiny, migdałowe croissanty, mussli, twarożek, miód, soki pomarańczowe.
Po śniadaniu hamak, wpatrywanie się w niebo i własne myśli. Miła odskocznia od codzienności.

Trochę liczb:
namiot – od 500 zł
kosz śniadaniowy – 35 zł

Komentarze

komentarzy