Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach – mawiała amerykańska pisarka Maya Angelou.
To nie był po prostu pobyt wypoczynkowy w pięknym resorcie. I to nie jest po prostu kolejna recenzja hotelu. To opowieść o wyjątkowym miejscu na krańcu Półwyspu Kalifornijskiego, otoczonym wzburzonymi falami Oceanu Pacyficznego, doskonale zaprojektowanej obsłudze i pasjonatach gościnności.

Witam w domu, panie Weber – przywitał mnie na podjeździe uśmiechnięty Oscar, przykładając w charakterystyczny sposób prawą dłoń do piersi. Byłem zachwycony pierwszym wrażeniem. Niewielki budynek kryty ceramiczną dachówką pełnił funkcję centrum powitalnego, w którym Oscar oczekiwał na przyjeżdżających gości.

Proces powitania był zaplanowany w każdym szczególe.
Pracownik ochrony, który wpuścił moją taksówkę na teren resortu, poinformował personel o moim przyjeździe. Podczas gdy Oscar prowadził ze mną kurtuazyjną pogawędkę, portier od razu zajął się bagażem. Za chwilę podszedł jeden pracownik z paterą z wilgotnymi ręczniczkami do odświeżenia twarzy i rąk po podróży i kolejny, który częstował gości orzeźwiającymi sorbetami.

Kiedy się obróciłem, stał już przy mnie recepcjonista Andres, z którym przeszliśmy do budynku recepcji, stale prowadząc konwersację. Tam dokonał wszelkich formalności. Mimo wcześniejszego przyjazdu, mój apartament był już dostępny.
Ponownie zrobiłem rezerwację przez prywatnego konsjerża z Grand Luxury Hotels, dzięki czemu mogłem liczyć na bezpłatne benefity: upgrade do pokoju wyższej kategorii, śniadanie, wstawkę powitalną oraz 150 dolarów kredytu do wykorzystania na dodatkowe usługi.

 

Andres odprowadził mnie do apartamentu, gdzie przy drzwiach czekał już Jehu, mój kamerdyner. Jehu powitał mnie szerokim uśmiechem i gestem dłoni na piersi. Otworzył przede mną drzwi i zaprosił do środka.
Oniemiałem. Ujrzałem piękne, przestronne wnętrze urządzone w kalifornijskim stylu. Jednak prawdziwa niespodzianka czekała na mnie za przesuwanymi drzwiami tarasu – zieleń gęsto nasadzonych palm, powiew morskiej bryzy, szum fal i śpiew ptaków. To był mój dom przez kolejne 5 dni.

Łóżko było bardzo szerokie i wysokie, tak jak lubię. Telewizor z szerokim zakresem programów miał 55 cali, ale nie włączyłem go ani razu. Asortyment minibarku składał się z wysokiej jakości alkoholi w dużych butelkach. Dostępny był ekspres do kawy Nespresso, ale bez czajnika. Czajnik w niektórych luksusowych hotelach celowo nie jest wstawiany na stałe, bo jest zbyt powszechnym elementem wyposażenia, w przeciwieństwie do ekspresu.

Pokój kąpielowy z ręcznie malowanymi umywalkami połączony był z garderobą. Kosmetyki wysokiej jakości zamiast w jednorazówkach, dozowane są z dużych flakonów. To co jest charakterystyczny dla łazienek w luksusowych hotelach, to osobne pomieszczenie z toaletą oraz osobna wanna i prysznic z deszczownicą.


Kadzidełka zapachowe w toalecie

Walizki już były rozłożone w garderobie. Jehu zaproponował ich rozpakowanie. Zapytał czy mam coś do wyprasowania (2 sztuki garderoby mogłem oddać do wyprasowania bezpłatnie) i czy dokonać rezerwacji stolika na kolację. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.

Na powitanie, jak na Meksyk przystało, otrzymałem zestaw tequili z limonką i przyprawami. Codziennie kamerdynerzy dostarczali półmisek świeżych owoców według indywidualnych preferencji.

Apartament był codziennie wieczorem przygotowywany do snu. Poza stałymi elementami serwisu pokoju, włączana była muzyka relaksacyjna na specjalnym kanale tv, codziennie mogłem wybrać inny zapach aromatu wydzielanego przy łóżku, a pierwszego wieczora na łóżku pani pokojowa ułożyła z płatków kwiatów meksykański ornament.

Początki resortu sięgają roku 1956. Wtedy powstała w tym miejscu prywatna rezydencja prezydenta Meksyku z 15 pokojami gościnnymi oraz kaplicą, która stoi do dzisiaj i służy do ceremonii zaślubin. W rezydencji bywał m.in. prezydent USA Dwight D. Eisenhower. Obecnie resort ze 174 pokojami i apartamentami oraz trzema ekskluzywnymi willami zarządzany jest przez słynną markę luksusowych hoteli resortowych One&Only.
Położony z dala od zgiełku miasta Los Cabos, resort jest idealnym miejscem dla osób, które szukają spokoju i bezludnych plaż. Nawet mimo pobytów rodzin z dziećmi nikt sobie nie przeszkadza, dzięki dobremu rozplanowaniu różnych funkcji resortu na 22 hektarach. Jest tu nawet pole golfowe.
Prywatną Willę Cortez wynajmowała tu Jennifer Aniston. W okolicy swoje rezydencje mają George Clooney i Cindy Crawford.


Filtry do opalania

One&Only Palmilla jest istną oazą bujnej roślinności – palm, krzewów, kwiatów i gęstych trawników – o którą dba rzesza ogrodników. Nawet ogrodnicy nie zapominają pozdrowić przechodzącego gościa z uśmiechem i gestem dłoni na piersi.
Po zachodzie słońca, kiedy cykady zaczynają swój tradycyjny koncert trwający do świtu, ciemność rozświetlają lampiony ustawione wzdłuż alejek, a przy wejściu do apartamentów kamerdynerzy rozpalają kadzidełka.

Na porannej zmianie kamerdynerskiej pracowała przesympatyczna Margerita. Kiedy zapytała mnie – Jakie ma pan plany na dzisiaj, panie Weber? Odpowiedziałem – relaks na tarasie popijając Aperol Spritz, spacer wzdłuż piaszczystej plaży i pływanie w basenie o zachodzie słońca.

Pierwsze śniadanie zamówiłem do apartamentu, aby nacieszyć się kameralnością i widokiem. I tutaj przyszło początkowo pewne rozczarowanie.
W śniadaniowej karcie menu nie było owocowych herbat, a lubię pić herbatę z czerwonych owoców. Dyspozytorka room-serwisu zaproponowała jedynie herbatę cytrynową jako alternatywę. Ponadto, kelner, choć niezwykle sympatyczny, zapomniał po zakończeniu nakrywania stołu na tarasie o podstawieniu krzeseł. Natomiast herbatę musiałem zaparzyć bezpośrednio w filiżance, zalewając ją gorącą wodą z termosu, zamiast w porcelanowym dzbanku.

Podzieliłem się swoją uwagą z kamerdynerką, zastrzegając, że to nie jest zażalenie, a jedynie sugestia. Margerita podziękowała za uwagi i przeprosiła za niedogodności. Uważałem temat za zakończony.
Jednak po chwili czasu do drzwi pokoju zapukał sam kierownik gastronomii, który także wysłuchał moich sugestii i podziękował, podkreślając że takie właśnie detale czynią obsługę wyjątkową. I znowu, uznałem temat za zakończony. Bynajmniej.
Kiedy wróciłem do apartamentu po kilku godzinach nieobecności, na komodzie znalazłem ustawiony czajnik elektryczny, porcelanową zastawę z dzbankiem do parzenia herbaty oraz kilka rodzajów herbat z czerwonych owoców. Dodatkowo karteczkę podpisaną – Z pozdrowieniami, Margarita.
Oto kwintesencja luksusowej obsługi. Tak właśnie należy postępować w pięciogwiazdkowych hotelach kiedy goście mają jakieś zastrzeżenia, nawet jeśli nie zostały one przedstawione jako zażalenie i gość nie oczekuje wprost żadnych działań.

Półwysep Kalifornijski to tereny zamieszkałe przez ponad 400 gatunków ptaków. Przesiadując na plaży i podziwiając żywioł oceanu, nie raz dostrzegłem nisko przelatujące nad falami pelikany i sępniki różowogłowe, które chwytały ryby.
Za to na tarasie mojego apartamentu codziennie bywały wróble, strzyże kaktusowe i kacyki maskowe, licząc na jakieś okruchy chleba.

Wychodząc raz po śniadaniu z restauracji, poprosiłem kelnerkę o jedną kromkę pieczywa tostowego, wiadomo po co. Kelnerka myśląc, że to chleb dla mnie, zapakowała mi do papierowego pudełka(!) na wynos nie jedną, a trzy kromki. To się nazywa przewyższanie oczekiwań gościa.
Ale takich przykładów mam więcej.
Kiedy poprosiłem o deskę do prasowania i żelazko, otrzymałem dodatkowo krochmal w sprayu, wodę do żelazka o zapachu lawendy i rolkę klejącą do ubrań.

Barman dostarczając zamówione napoje na plażę, przyniósł także orzeźwiający spray do twarzy.

Leżąc na leżaku przy basenie, pracownik wręczył mi wachlarz z liści palmy oraz zaproponował 10-minutowy masaż stóp.

Z kolei, kiedy wieczorem już po zamknięciu strefy basenowej miałem ochotę jeszcze popływać w ciszy, ni stąd, ni zowąd pojawił się pracownik, który przyniósł mi ręcznik.


Spa


Spa

O ile nie zawsze korzystam z hotelowego spa w trakcie pobytu w hotelach, tym razem była to wręcz konieczność. Przecież One&Only to przede wszystkim światowej sławy usługi wellness i spa. Tamtejsze spa, to wyjątkowa enklawa, w której mógłbym spędzić cały dzień.
Panowie i panie mają do dyspozycji osobne strefy relaksu. Każda strefa składa się z zewnętrznego jacuzzi, źródełka z zimną wodą i leżaków oraz klimatyzowanego budynku z salonikiem, saunami i szatnią.

Na kontuarze w szatni dostępna była nie tylko suszarka, ale także jednorazowe grzebienie i pasta do włosów. W każdej szafce znajdowało się skórzane pudełko na biżuterię.

Oczekując w saloniku na mój zabieg, podszedł do mnie Gabriel, który obsługiwał tę strefę. Zainicjował kurtuazyjną pogawędkę, mówiąc biegle po angielsku. W trakcie rozmowy podsunął mi podnóżek pod nogi, wręczył schłodzoną zieloną herbatę i rozłożył czasopisma na stoliku obok. Nie zdążyłem się zorientować, kiedy na ramionach położył mi podgrzany kompres, który rozluźnił mięśnie barków. Oniemiałem z zachwytu.

Terapeuta Antonio przyszedł do mnie, by się przedstawić i przeprowadzić krótki wywiad przed masażem. Przeszliśmy wspólnie do jednego z gabinetów, który przypominał willę z ogrodem. W ogrodzie Antonio obmył mi stopy. Masaż całego ciała połączony był z peelingiem wykonanym m.in. za pomocą delikatnych ruchów szczotki.
Kiedy leżałem na brzuchu, położył mi ciepły okład na kręgosłup. A kiedy obróciłem się na plecy, położył maskę na oczy.
Nie wiem kiedy przysnąłem. Obudził mnie cichy odgłos gongu, który oznaczał zakończenie zabiegu. Automatyczne łóżko przywróciło mnie do pozycji siedzącej. Antonio założył mi szlafrok i klapki na stopy oraz wręczył imbirowy napar do wypicia.
Gdybym tylko mógł sobie pozwolić, chodziłbym tam codziennie na masaże.
Po zabiegu spędziłem jeszcze chwilę czasu w strefie relaksu. Wychodząc, Gabriel zapytał czy wezwać mi kierowcę, który meleksem odwiózłby mnie do apartamentu.

Korzystając z okazji dziewięciogodzinnej zmiany czasu i utrzymującego się wciąż jet laga, o godzinie 6:30 wychodziłem na klif obserwować wschody słońca. Przy jednej okazji spotkałem Devi, instruktorkę jogi, która zaprosiła mnie na prywatną sesję. Wrażenia niesamowite.

Miłośnicy kulinarnych doświadczeń mają cztery restauracje do wyboru i każdy znajdzie tu coś dla siebie.
W restauracji Breeze na zewnętrznym tarasie bije serce resortu. Tu goście spożywają śniadania i lunche, a wieczorami przy akompaniamencie muzyki na żywo delektować się można daniami kuchni meksykańskiej.


Restauracja Breeze


Restauracja Suviche

Poza znakomitą restauracją Suviche z kuchnią azjatycką i elegancką restauracją Seared specjalizującą się w stekach, której szefuje Jean-Georges Vongerichten z gwiazdką Michelin na koncie, najbardziej przypadła mi do gustu restauracja Agua by Larbi położona na zboczu wysokiego klifu z widokiem na ocean. Kameralna atmosfera, stoliki pod parasolami rozproszone wśród zieleni i dania kuchni śródziemnomorskiej.


Restauracja Agua by Larbi

Nie wiem kiedy te pięć dni tak szybko zleciało. Za krótko, zdecydowanie za krótko.

Luksusowe hotelarstwo niewątpliwie ewoluuje pod wpływem nowoczesnych technologii i zmieniających się potrzeb gości, ale niezmiennym i wciąż pożądanym atrybutem usługi prawdziwie luksusowej są relacje międzyludzkie.
Personel One&Only Palmilla wykazywał autentyczną troskę o gościa i dumę pracując w tak znamienitym miejscu. Tutaj żadne życzenie gościa nie było zbyt wielkim problemem, a każdy detal w obsłudze był niezwykle istotny.
Dużo większą wartością One&Only Palmilla niż sama lokalizacja, piękny styl i luksusowe epitety, było dla mnie niezapomniane doświadczenie pobytu oraz świetnie wyszkoleni i świadomi swojej roli pracownicy, którzy spełnili obietnicę jaką składa marka.

Trochę liczb:
Pokój klasyczny – od 700 USD za noc
Willa Cortez – od 10.000 USD za noc
Zestaw guacamole i grillowana ośmiornica – 40 USD
Masaż ciała – 250 USD
Taksówka z/na lotniska – 50 USD

 

Reklama

Komentarze

komentarzy