O Zamku Karpniki usłyszałem już jakiś czas temu. Wzmianki w blogerskich artykułach i atrakcyjne zdjęcia w mediach społecznościowych wzbudziły moje zainteresowanie. Czekałem tylko na okazję, by pojechać na Dolny Śląsk.
W pierwszy weekend października przejechałem ponad 500 km szlakiem zamków i pałaców, w tym Kamieniec, Sarny, Łomnica, Wojanów, Grodziec, Kliczków, Czocha, Topacz i właśnie Karpniki. Nie zabrakło perełek sztuki sakralnej, jak Cysterskie Opactwo w Krzeszowie i Kościół Pokoju w Jaworze. Okoliczne wsie musiały wyglądać tu niezwykle malowniczo przed wiekami, gdy gospodarstwa rolne prężnie funkcjonowały, a zabytkowe budowle folwarczne i kościoły były w lepszym stanie. Na mapie podróży znalazł się obowiązkowo Bolesławiec, tym samym mam swój własny kompletny zestaw do parzenia herbaty.

Zamek Karpniki to nie byle jakie miejsce, które „na nowo definiuje pojęcie luksusu” – jak można przeczytać na stronie internetowej.
Jest to prawdziwy zamek o charakterze warownym, otoczony fosą, z wieżą obronną. Jego historia sięga 15. wieku i związana jest ze znakomitymi rodami śląskimi. Jednym z właścicieli zamku był brat króla pruskiego, książę Wilhelm von Preussen i jego małżonka księżna Marianna. To właśnie rodzina Hohenzollernów w największym stopniu wpłynęła na obecny kształt budowli i jego popularność. Podczas pobytu w zamku można nocować w tych samych pokojach, w których nocowała np. królowa Maria Bawarska, czy córka brytyjskiej królowej Wiktorii – księżniczka Alicja.

Bogatą historię tego miejsca można poczuć na każdym kroku. Wnętrza kryją detale ze średniowiecza, renesansu i baroku. Zbroje, poroża, portrety, zegary, witraże, setki artefaktów i antyków nadają zamkowi autentycznego charakteru.
Labirynt korytarzy i schodów sprawia, że można się tu zgubić, ale dzięki temu przy okazji odkryć kolejne ciekawe zakamarki i imponujące komnaty.

Zamek Karpniki otrzymał od polskiego prezydenta tytuł Pomnika Historii, który jest najwyższą formą uznania dla zabytku.

Najbardziej okazałą częścią Zamku jest znajdująca się na pierwszym piętrze Biblioteka. Bordowe ściany, sufit zdobiony złotymi gwiazdkami, dębowy mozaikowy parkiet, masywne mosiężne żyrandole, gabloty ze starodrukami. Nie brakuje różnorodnych zegarów i eklektycznego umeblowania. Idealna na popołudniową lekturę książki z filiżanką herbaty. Niestety w tej części zamku nikt gości nie obsłuży. Postawiłbym tu gramofon z płytami winylowymi oraz zestaw do parzenia herbaty i kawy.

Stąd przejdziemy do Sali Bilardowej, której ściany wyłożone są boazerią i zdobione gobelinami z kwiecistymi motywami, dlatego sala ta zwana jest również Gobelinową.

Z Biblioteką sąsiaduje Sala Barowa ze sklepieniem gotyckim w kolorze błękitnym, także zdobionym złotymi gwiazdkami. Wielka szkoda, że sala ta świeci pustkami i nie jest udostępniana dla gości jako właściwy bar. Wystrój sali i palące się drewno w kominku tworzyłoby fantastyczny klimat dla wieczornego drinka i partyjki szachów.

Zamek Karpniki oferuje 20 pokoi, w tym najbardziej okazały Apartament Renesansowy i Apartament Królewski.
Zarezerwowałem Apartament Marianny, który był faktycznie prywatną sypialnią księżnej Marianny. Przestronny pokój, wyłożony boazerią, ze skrzypiącą drewnianą podłogą, z pięknymi stylowymi meblami i arrasem nad szerokim łóżkiem. Wykusz okienny z widokiem na park.
Telewizor nieduży, z jedynie podstawowym zakresem programów. Bardzo słaby internet wi-fi. Brak ekspresu do kawy, czy nawet czajnika (po godzinie 22:00 brak jest możliwości napicia się gorących napojów). Plusem jest natomiast lodówka z kilkoma bezpłatnymi napojami. Brak szlafroka, po który trzeba zejść do recepcji. W łazience, której styl (białe kafelki) zupełnie nie pasuje do całości, znajduje się kabina prysznicowa (choć zmieściłaby się wolnostojąca wanna) i bidet. Kosmetyki, przynajmniej w droższych pokojach, mogłyby być lepszej jakości.

Serwis pokoju w trakcie kilkudniowego pobytu polega jedynie na wymianie ręczników w łazience, umyciu sanitariatów i uzupełnieniu napojów w lodówce – co obsługa tłumaczy względami bezpieczeństwa sanitarnego. Pani pokojowa nawet nie zaścieliła łóżka. Poświęcenie kilku minut dłużej na pokój wcale nie stanowi zagrożenia dla pracownika. W obiektach z aspiracjami na luksus (Zamek Karpniki nie ma oficjalnie kategorii hotelowej), estetyka wnętrza, także po wejściu do serwisowanego pokoju, jest bardzo ważna.

Czytaj więcej…
Luksusowa usługa hotelowa – co to faktycznie znaczy

Zamkowa restauracja znajduje się w trzech pomieszczeniach na parterze, które powstały jeszcze w średniowieczu. Niskie, łukowe stropy (uwaga na głowę w wejściu do restauracji!), kamienne ściany, ceglaste posadzki. Całość dopełniają liczne dodatki – tkaniny, zbroje, masywne kredensy. W jednej z sal, nad zabytkowym kominkiem widzimy pozostałość unikatowego fresku z epoki renesansu. Tu również znajduje się bar, choć to bardziej wydawka do napojów. Nie ma tu barowego klimatu – sof i foteli, na których można by się wygodnie rozsiąść z kieliszkiem wina.
Z restauracji wyjście prowadzi na wewnętrzny dziedziniec, który w obecnym kształcie powstał w okresie renesansu, w trakcie rozbudowy zamku. Obite grafitową blachą galerie na wysokości 1. i 2. piętra czynią dziedziniec szczególnie atrakcyjnym.

Zamkowa kuchnia, to połączenie elementów kuchni polskiej z elementami międzynarodowej. Zgodnie z obowiązującymi trendami, karta menu zmienia się sezonowo, ale zawiera kilka lokalnych klasyków.
Na przystawkę zjemy matiasa z ziemniakami w popiele i twarogiem wędzonym, humus dyniowy z marynowanymi warzywami, czy pierogi z jeleniem i jarmużem.
Wśród zup m.in. polski rosół z domowym makaronem i krem z dyni z dodatkiem mleka kokosowego.
Daniem popisowym Szefa Kuchni jest pierś z kaczki, podawana z burakami glazurowanymi i bazyliowymi gnocchi. Alternatywnie można zamówić salmis z gołębia z krokietem ziemniaczanym lub rybę karmazyn z puree z batata i cykorią w karmelu.
Słodkim dopełnieniem posiłku będzie mus czekoladowy z wiśniami, beza z owocami sezonowymi lub tarta jabłkowa z kruszonką i lodami waniliowymi.
Jedzenie jest naprawdę bardzo smaczne oraz atrakcyjnie podane na eleganckiej zastawie stołowej. Kelnerzy byli uprzejmi i posiadali dobrą wiedzę o serwowanych daniach.


Krem z dyni


Pierś z kaczki


Mus czekoladowy 

 

Ale….
Nakrycie stołu prezentowało się skromnie. Kopertki na sztućce zrobione z papierowych serwetek, ze sztućcami wsuniętymi rękojeścią do góry (pewnie chodzi o sterylność sztućców). W takiej restauracji powinny być płócienne serwetki. Na początek należałoby podać amuse-bouche, a do pieczywa (o które trzeba samemu poprosić i potem jeszcze prosić o masło) należałoby nakryć stół małym talerzykiem z nożem.
W komunikacji z gościem nie należy ograniczać się jedynie do formalności – przyjąć zamówienie, podać, zapytać jak smakuje, zabrać naczynia, podać rachunek. Rozmowa! Osobie, która gości w hotelu po raz pierwszy, należy poświęcić tyle samo uwagi i czasu na rozmowę, co gościom regularnym, których już dobrze znamy.

Co do śniadań. No cóż, pozostawia wiele do życzenia.
Bufet samoobsługowy prezentował się bardzo skromnie – bałagan na półmiskach z resztkami jedzenia (45 minut do zakończenia śniadań), mały wybór pieczywa, jajecznica w podgrzewaczu, a kawa w warniku! Dopiero kiedy sam zapytałem kelnerkę, dowiedziałem się, że można zamówić inne danie z jajek i kawę z ekspresu. Obsługa kelnerki ograniczona była jedynie do sprzątania ze stołów.

W luksusowych hotelach śniadanie powinno być doświadczeniem samym w sobie, jako najważniejszy posiłek dnia, jak zwykło się mówić. W obiekcie z jedynie 20 pokojami, śniadania powinny być podawane indywidualnie do stołu, według serwisu a la carte. Kelnerka powinna powitać gości w wejściu i odprowadzić do stołu, wręczyć kartę dań na ciepło i poinformować o bufecie, zaproponować gorący napój (kawa, herbata) i podać do stołu.

Zamiast obszernego stołu bufetowego i pater rodem z bufetów weselnych, asortyment na zimno powinien być wyporcjowany w kokilkach, słoiczkach, mniejszych półmiskach; pieczywo w koszach; plaster miodu. To tylko kilka przykładów. Jest tyle inspiracji w internecie na aranżację bufetu. Trzeba tylko chcieć.
Poza tym, ułatwieniem dla kuchni i obsługi kelnerskiej byłoby ustawienie bufetu w sali barowej, bliżej kuchni, a nie w pierwszej sali na wprost wejścia. Biedna kelnerka musi się nieźle nachodzić. No i te puste przebiegi, noszenie brudnych naczyń w rękach.

Na najniższej kondygnacji zamku znajduje się kameralna strefa rekreacyjna, w której goście mogą skorzystać z sauny fińskiej i parowej oraz pokoju relaksu z bezpośrednim wyjściem na zewnątrz, gdzie stoi cedrowa balia zasilana wodą termalną. W jednym gabinecie masażu wykonywane są masaże balijskie, chińskie, lecznicze i autorskie. Jednak w potwierdzeniu rezerwacji (mailowej i telefonicznej) brak jest zachęty do skorzystania z tej usługi i informacji, że usługę trzeba zamówić minimum dzień wcześniej.

Okoliczne wzgórza i otaczający zamek rozległy park krajobrazowy ze stawami, założony w 19. wieku z inicjatywy Hohenzollernów, stanowią malowniczą scenerię i siedlisko dzikich kaczek, które uczyniły ze stawów i fosy strefę do zjawiskowego lądowania.
Położenie zamku wśród zieleni oraz spokojna okolica zachęcają do spacerów parkowymi alejkami wśród dębów. Brakuje jednak stylowych ławek w parku, czy nawet mebli ogrodowych na niewielkim tarasie nad brzegiem stawu. Jesienna pogoda choć kapryśna, daje wciąż słoneczne dni i taki relaks byłby bardzo przyjemny.

Zamek Karpniki stanowi atrakcję historyczną, a to powoduje, że w weekend podjeżdża pod niego kilka autokarów z turystami. Całe grupy wchodzą do zamku i spacerują wokół niego. Co dla gości hotelowych, zwłaszcza relaksujących się w zewnętrznej balii przy fosie, może być zaskoczeniem. Tabliczka na drzwiach zamku informuje, że nie ma możliwości jego zwiedzania wewnątrz. Mimo to grupy wchodzą do środka. Brak jest jakiejkolwiek informacji na bramie wjazdowej. W hotelach faktycznie luksusowych, goście płacą za pewną ekskluzywność i poczucie komfortu.

Recepcjonistka meldująca mnie była uprzejma, ale prezentowała raczej „służbowe” podejście w komunikacji – brak emocji w tonie głosu i wyrazie twarzy. Powitanie było ograniczone do formalności rejestracyjnych i przekazania podstawowych informacji.
Wprawdzie odprowadziła mnie do apartamentu, lecz miało to na celu raczej wskazanie krętej drogi, niż kurtuazyjny element standardów powitania.
Druga recepcjonistka, podczas wyjazdu, była bardziej komunikatywna, choć zabrakło tak podstawowych elementów obsługi, jak pytanie o wrażenia z pobytu, czy podziękowanie i zaproszenie do ponownej wizyty. Znowu – same formalności.

Czytaj więcej…
Sprawdzone sposoby na zrobienie pozytywnego wrażenia w obsłudze recepcyjnej

Bagaż trzeba wnieść samemu (jest winda), po deskę i żelazko trzeba zejść samemu do recepcji. Portiera nie ma. Oczywiście korona mi z głowy nie spadnie, jednak zwracam uwagę, że w luksusowym hotelu maksymalnie dba się o komfort gościa, którego się wyręcza przynajmniej w podstawowych sprawach. I tak też wygląda obsługa gościa, który ma zapłacić 2.200 zł za noc w Apartamencie Królewskim.
Sama recepcja, choć mieszcząca się w pięknej sali, ma charakter biura – wysoka lada recepcyjna, biurowe fotele recepcjonistek, segregatory i sprzęt biurowy na wierzchu. W dodatku recepcjonistki noszą prywatne ubrania, a nie stylowe uniformy.

Pewnie się powtarzam, ale tego nigdy dość.
Uprzejmość personelu nie „definiuje” luksusowego hotelu, podobnie jak basen, czy nawet najpiękniejsze i najdroższe meble. Architektura i wnętrza są ważne, ale mają znaczenie czysto estetyczne.
Co jest podstawą solidnego luksusowego hotelu, to doskonale zaplanowany proces (rytuał) obsługi na każdym etapie w recepcji, restauracji, czy w spa, z dopracowanymi detalami w komunikacji z gościem.
Zamek Karpniki ma potencjał, ale do luksusowej usługi jeszcze daleka droga.

Trochę liczb:
Pokój – od 330 zł ze śniadaniem
Apartament Marianny – 540 zł
Apartament Królewski – 2200
Leczniczy masaż pleców 60 min. – 270 zł
Krem z dyni – 22 zł
Pierś z kaczki – 65 zł

Komentarze

komentarzy