10891944_856236894436250_431732065715648889_n

Artur Cieślar – pisarz, reportażysta, tłumacz romanista, poeta, podróżnik

Gdy miałeś 21 lat odbyłeś swoją pierwszą podróż do Indii. Czemu akurat Indie?

W wieku 17 lat zetknąłem się z buddyzmem, a Budda osiągnął oświecenie właśnie w Indiach. Chciałem tam pojechać, pomedytować w miejscu dla mnie pełnym znaczenia. Indie zawsze mnie fascynowały, wydawały mi się szczytem egzotyki, tajemnicy. Indie to był świat joginów i mistyków, których bardzo chciałem poznać. Nie rozczarowały mnie, nie zniechęciły do siebie. Nie umiałbym i nawet nie chciałbym napisać książki, która Indie stawiałaby w tak jednoznacznie negatywnym świetle, jak to zrobiła autorka „Lalek w ogniu”. Wtedy, będąc studentem drugiego roku romanistyki (na dziekance) trafiłem tam do tybetańskiego klasztoru, mieszkałem z mnichami i lamami i uczyłem się tybetańskiego. Do południa chodziłem do wielkiej świątyni – stupy wzniesionej w miejscu, gdzie historyczny Budda medytował 2500 lat temu, gdzie modliłem się, medytowałem, recytowałem mantry i biłem pokłony. Prawdziwy pobożniś był ze mnie.

Zrzut ekranu 2015-02-13 o 00.26.56

Twierdzisz, że podróże są dla Ciebie procesem twórczym, drogą duchową, metodą poznania świata, obcych kultur, ale i siebie samego. Czego się o sobie dowiedziałeś do tej pory?

Już samo życie jest wielką podróżą. W zasadzie nieustannie wędrujemy spotykając ludzi, zmieniając miejsca zamieszkania. Także zdobywanie wiedzy, nauka, jest podróżą. Jestem typowym zodiakalnym Bliźniakiem. W zasadzie zawsze mnie gdzieś gna i jestem niezmiernie ciekaw świata, ludzi, tego jak myślą, co myślą, kim są, co jedzą, jak widzą świat. Lubię wiedzieć. Same miejsca w sensie pejzażu oczywiście też są zajmujące, ale to jednak ludzie najbardziej mnie fascynują, z nimi związane są moje wspomnienia z podróży. Szybko zorientowałem się, że jeśli dane mi jest tak wiele miejsc odwiedzić, powinienem się tym dzielić z innymi. Wszystko przemija. Wiedziałem, że muszę fotografować i pisać. Bo to, że kiedyś wszystko przeminie, tak jak niektóre cywilizacje, o których dzisiaj dowiadujemy się już tylko z książek i filmów, to niemal pewne. W podróży, kiedy porzucasz swoją rutynę, swoje nawyki i oparcie w oswojonym dotąd miejscu i ludziach, dowiadujesz się o sobie dużo więcej i dużo szybciej przekonujesz się ile jesteś wart, w sensie rozumienia siebie, świata, rozpoznawania własnych emocji, także mierzenia się ze swoim ciałem, jego możliwościami. Ja co prawda nie wspinam się i nie robię tysiąca ryzykownych rzeczy, ale jednak na podróżowanie (nie turystykę) trzeba mieć siły. I tak w jednych podróżach dowiadujesz się, że masz w sobie dużo otwartości i radości, w innych, że wciąż jeszcze musisz przepracować jakieś lęki…

Mówisz, że świat opisany i sfotografowany umiera wolniej. Dlatego stworzyłeś książkę o Wyspie Wielkanocnej?

Wyspa Wielkanocna to niezwykłe miejsce. Jedno z niewielu, które dość regularnie mi się śni. Zazwyczaj ta sama scena – idę ścieżką z domu mojej gospodyni Lucii do zatoki Tahai gdzie 5 moai (posągów) dumnie stoi nad samym oceanem nieopodal cmentarza. I wiatr. I jakaś niewypowiedziana tęsknota. Naprawdę chciałbym tam jeszcze wrócić. Ale to bardzo daleka podróż, długa i kosztowna. Sama książka miała być wyjściowo albumem. Nie udało mi się jednak przekonać żadnego wydawcy, że format A4 na kredzie to jest to, w co powinien zainwestować. Koniec końców zaproponowano mi wydanie tego jako książki podróżniczej. I tak powstała „Tajemnicza Wyspa Wielkanocna” z niewielką ilością tekstu i mnóstwem zdjęć. Trudno to nazwać dziełem referencyjnym na temat wyspy, ale czytelnicy piszą mi, że ich zainspirowałem swoją książkę i pojechali tam. Dla mnie to największa uciecha.

Zrzut ekranu 2015-02-13 o 00.24.57

Inspiruje Cię wiele rzeczy, choć najbardziej ludzie, których spotykasz na naszej drodze. W czasie swoich podróży spotykasz mnóstwo ludzi. Kto zrobił na Tobie największe wrażenie?

Mnich z klasztoru buddyjskiego w Chinach. Kiedyś dokładnie opiszę to spotkanie. Podszedł do mnie i powiedział, że w jednym z poprzednich żywotów żyliśmy w tym samym klasztorze. Zbaraniałem kiedy tłumaczka przekładała jego słowa. Po tym jak opowiedziałem mu o sobie oprowadził mnie po klasztorze, a ja autentycznie miałem wrażenie, że wiem co gdzie się znajduje, gdzie skręcić i że jestem w znajomym miejscu. Miałem taki moment, że chciałem wszystko porzucić, zmienić plany życiowe i pozostać w tym klasztorze… Jednak zabrakło mi odwagi, by to zrobić. Włączył się głos racjonalisty.

Jeszcze wszystko przed Tobą. A gdzie chciałbyś spędzić starość?

Na Sri Lance, w kameralnym bungalowie nad Oceanem Indyjskim. Kocham ten kraj. Klimat, kuchnię. Piękna, buddyjska kraina. Tanio. Mógłbym mieć kucharkę i ogrodnika. Popuszczam wodze fantazji, ale w końcu wyobraźni nie powinno się ograniczać, prawda?

Oczywiście. To wyobraźmy sobie, że jesteś na bezludnej wyspie. Jakie trzy rzeczy chciałbyś mieć ze sobą?

W czasach Google Maps i satelitów chyba już nie ma takich miejsc.

Przyjmijmy, że chodzi o jakieś miejsce odosobnienia. 

Może gdybym miał pójść do więzienia? Hmm…

…Więzienia? Oryginalnie…

…Wtedy wziąłbym notesy i długopisy. Na pewno chciałbym zapisywać to, co siedziałoby mi wtedy w głowie. I może pastele, bo lubię malować. Jestem tak socjalnym zwierzęciem, że na wyspie bezludnej pewnie popełniłbym samobójstwo – a propos, czy ktoś już powiesił się w dżungli na lianie z powodu samotności?

Nic mi o tym nie wiadomo. Muszę jeszcze zapytać o Twoje doświadczenia hotelowe. Lubisz nocować w hotelach w ogóle?

Lubię hotele. Ale jeśli już, to z charakterem. Nie znoszę hoteli typu fabryka. Lata temu zostałem zaproszony jako dziennikarz na Mauritius – mieszkałem tam po dziesięć dni w dwóch niezwykle luksusowych hotelach, gdzie usługiwano mi jak Maharadży. Aż mnie to krępowało. Ale tylko na początku. Człowiek szybko przywyka do luksusu. Mnie w każdym razie on nie krępuje. Zajmowałem pokój, w którym gościła Catherine Deneuve, Miachel Douglas. Co ranek przychodził kelner i na tarasie aranżował mi stół śniadaniowy – biały obrus, soki, sałatki, owoce, kawa, croissanty… Bajka. Na Sri Lance mieszkałem w jednym z najbardziej luksusowych hoteli wzniesionym przez słynnego architekta Geoffreya Bawa. Mój Boże, tropikalny modernizm. Odtąd ten kierunek w architekturze Azji interesuje mnie najbardziej. Albo rijady w Marrakeszu. Drogie jak cholera, ale te wnętrza, kolory, dzieła sztuki, to wszystko zawsze będę miał przed oczami. Można pokochać hotele i potraktować je jak przedsionek raju. Bywają hotele – dzieła sztuki, z właścicielami, którzy nie są hotelarzami, ale ludźmi kochającymi gości.

Zrzut ekranu 2015-02-13 o 00.24.17

Zdjęcia: www.arturcieslar.com

UWAGA KONKURS! 

Do wygrania książka z imienną dedykacją autora. Szczegóły na Fanpage’u Enjoy Your Stay 🙂

tajemnicza-wyspa-wielkanocna-b-iext9529667

Komentarze

komentarzy