Gdynia, nazywana Białym Miastem, powstawała, gdy w światowej architekturze dokonywała się wielka przemiana, a jej znakiem rozpoznawczym stała się gładka, pomalowana na biało ściana z przeszkleniami. Jasne były mury gdyńskich urzędów, biurowców, kamienic, willi i bloków mieszkalnych. Modernizm, styl charakterystyczny lat 20. i 30., cechowała prostota, funkcjonalizm i nowoczesne rozwiązania konstrukcyjne.

W takim duchu została wybudowana w 1929 roku Willa Leśna, dziś działająca jako Willa Wincent. Jej nazwa pochodziła od ulicy Leśnej, przy której stała. Obecnie to ulica Ejsmonta, róg Wincenta Pola.
Kiedy w 2016 roku trzech gdyńskich przedsiębiorców kupiło podupadającą kamienicę, okazało się, że przed wojną miała pełnić funkcję pensjonatu. W tym roku, po 90 latach istnienia zaczęła przyjmować gości.

Inspiracją dla projektantów – Macieja Ryniewicza i Rafała Kaletowskiego – stanowiła m.in. wystawa o narodzinach Gdyni zorganizowana w Muzeum Miasta, oraz naturalnie architektura modernizmu i wzornictwo lat 30., które inspirowało polskich designerów lat 50. i 60.
Zachowano oryginalną klatkę schodową, a większość elementów wystroju powstała na zamówienie, jak np. parapety i progi z lastryko. Pokoje i części wspólne wyposażono m.in. w meble projektu prof. Edmunda Homy, projektanta wzornictwa przemysłowego i architektury wnętrz, profesora Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.

Pewien minimalizm w wystroju, różnorodność form, barw i materiałów robią naprawdę świetne pierwsze wrażenie. Koncept Willa Wincent jest spójny i na czasie. Tego goście nowego pokolenia poszukują. Stąd popularność takich miejsc, jak np. Autor Rooms i ArtHotel Stalowa52 w Warszawie, czy hoteli marki PURO.

Według założeń, pracownicy recepcji mają za zadanie zdradzać tajniki Gdyni i wykazywać się indywidualnym podejściem do gości. Stworzono nawet funkcję konsjerża, zamiast typowego recepcjonisty.
Niestety to raczej teoria, nad czym ubolewam, bo faktycznie obsługa na przyzwoitym poziomie byłaby fantastycznym dopełnieniem konceptu Willa Wincent, jaki sobie założyli twórcy tego miejsca.

Podbudowany jakością profilu obiektu na Instagramie i publikacjami w magazynach lifestylowych, czekałem na okazję, aby móc tu przenocować.
Etap rezerwacji całkiem dobrze rokował. Otrzymałem automatycznego maila z potwierdzeniem rezerwacji, z pytaniem o cel wizyty i chęcią przedstawienia sugestii atrakcji wartych uwagi według moich preferencji. Pomyślałem sobie – prosta sprawa, ale świetna.
Jednak po przekroczeniu progu Willa Wincent przyszło rozczarowanie.
Skądinąd sympatyczna pani, która była na zmianie, sprawiała wrażenie trochę roztargnionej. Zabrakło gościnności adekwatnej do charakteru miejsca, która promowana jest w mediach, i przede wszystkim kurtuazyjnej rozmowy. Wypełniłem kartę pobytu, po czym usłyszałem jedynie, że klucz jest w drzwiach mojego pokoju. I na tym się skończyła nasza interakcja. Pani cały czas siedziała, gdy ja stałem. Aż się prosi w tak małym obiekcie, aby odprowadzić gościa do apartamentu lub przynajmniej do windy i życzyć przyjemnego pobytu.

Wychodząc później na miasto podszedłem do pani z nadzieją na jakąś pogawędkę, aby dowiedzieć się czegoś więcej o tym obiekcie i okolicy. Dość trudno było uzyskać informacje, chociażby co przedstawia neon na ścianie w recepcji i kto jest jego autorem. A designem właśnie szczyci się obiekt. Dopiero po serii pytań pani wzięła z regału magazyn, w którym znajdował się artykuł na temat Willa Wincent i mi go wręczyła.
To nawet nie jest wina pracownika. Być może brakuje standardów obsługi i należytego przeszkolenia, ale chęci też trzeba mieć w sobie. Chęci jednak będą wtedy, kiedy pracownik obsługi zrozumie sens swojej pracy i zrozumie rolę jaką ma odegrać, czyli budowanie relacji.

Przydałby się jakiś album o wnętrzach Willa Wincent z opisem grafik i ich autorów, mebli, które stanowiły niegdyś polską szkołę wzornictwa, czy owego neonu. W albumie mogłaby się znaleźć mapa Gdyni ze szklakiem modernizmu i zaznaczonymi budynkami, które się zachowały.

Wyjeżdżając o godzinie 9:00 następnego dnia nie spotkałem w recepcji nikogo, aby zdać klucz i zamienić parę słów. W nocy nie ma obsługi. Przynajmniej jakaś tabliczka na ladzie by się przydała pod jakim numerem można się skontaktować z obsługą lub kiedy ktoś się tu pojawi. Za to na widoku na podłodze stało kilka worków z brudną pościelą z poprzedniego dnia. Zostawiłem klucz na ladzie i wyszedłem.
Szkoda, że już po wyjeździe nie otrzymałem żadnego maila z podziękowaniem za wizytę.

Doba hotelowa w Willa Wincent od 15:00 do 11:00 jest za krótka. W hotelach miejskich standardem jest 14:00 – 12:00 lub 15:00 – 12:00, w resortowych natomiast 15:00 – 11:00 lub 16:00 – 12:00 ze względu na specyfikę gości i dłuższy czas sprzątania pokoi.

Czytaj więcej…
Recenzja hotelu PURO Kraków Kazimierz

Willa Wincent położona w zacisznym otoczeniu, 500 metrów od plaży, oferuje 24 pokoje. Od tych dość kompaktowych dla osób wyjeżdżających na jeden dzień w pojedynkę, po apartamenty z balkonem i widokiem na zatokę.
Udało mi się zarezerwować jeden z dwóch przestronnych apartamentów typu studio z drewnianą podłogą oraz sufitem z surowego betonu.
Na powierzchni 30 mkw znajduje się pokój dzienny z rozkładaną sofą, aneks kuchenny z lodówką, płytą indukcyjną i czajnikiem oraz część sypialniana. Telewizor umożliwiał oglądanie Netflixa. Brakowało klimatycznego oświetlenia w części dziennej w postaci lampki podłogowej lub kinkietu. Prędkość Internetu pozostawiała wiele do życzenia.

Duża łazienka wyposażona była w wannę i prysznic z deszczownicą, kosmetyki wegańskie i mocną suszarkę. Niestety oświetlenie łazienki było zbyt ciemne, a wentylacja bardzo głośna i nie można było jej wyłączyć.
Śmiem twierdzić, że inwestorowi i projektantom przez myśl nie przeszło, aby się skonsultować z ekspertem ds. usług hotelarskich. Samo bywanie w hotelach nie wystarczy, by dobrze zaprojektować obiekt noclegowy. Tu chodzi przede wszystkim o funkcjonalność i komfort pobytu, szanowni projektanci.

Na miejscu nie ma restauracji, ani sali śniadaniowej. Lokal gastronomiczny ma powstać na piwnicznej kondygnacji.
Przy recepcji z rana (gdyby tylko ktoś zaczynał pracę o 8:00) przydałoby się coś w stylu ‚grab and go’, czyli stół z croissantami, kawą/herbatą, jabłkami i sokiem.

Willa Wincent ma niewątpliwe duży potencjał i jest warta odwiedzenia, ale jeszcze musi dopracować kilka tematów, bo samo bazowanie na oryginalnym wystroju to za mało. Wówczas ceny pokoi można by trochę podnieść, gdyby w parze szła lepsza jakość.

Trochę liczb:
Pokój standardowy – od 180 zł
Apartament – 240 zł

Komentarze

komentarzy