Kiedy pasję gościnności połączy się z dobrym smakiem i zamiłowaniem do antyków, wtedy może powstać wyjątkowe miejsce. Takim miejscem jest niewątpliwie The Witchery by the Castle położony kilka kroków od bram królewskiego zamku, w samym sercu średniowiecznego Edynburga.
Wszystko zaczęło się w 1979 roku, kiedy znany szkocki restaurator i hotelarz James Thomson otworzył restaurację The Witchery w budynku z 1592 roku przy trakcie Royal Mile. Gotycki w stylu budynek pełnił przez kilka stuleci funkcję plebani pobliskiego kościoła.

Wnętrza restauracji rozświetlone świecami, sufity dekorowane heraldycznymi symbolami i pozłacanymi ornamentami, ściany wyłożone dębowymi panelami datowanymi na 17. wiek oraz loże i fotele tapicerowane czerwoną skórą, wykończone mosiężnymi ćwiekami. To wszystko czyni atmosferę restauracji wręcz magiczną.

Przyznam, że klimat tego miejsca i jego historia było dla mnie apetyczniejsze od tego, co miałem podane na talerzu. Choć to co było na talerzu smakowało całkiem dobrze.
Skorzystałem z trzydaniowego menu degustacyjnego:

  • zupa z groszku z czosnkiem, porem i dodatkiem popularnej w Wielkiej Brytanii wędzonej ryby plamiak (haddock),
  • pieczony filet z dorsza z grillowanym porem i cukinią,
  • na deser markiza czekoladowa z karmelem i wędzoną pomarańczą.

Kelnerów było całkiem sporo w porównaniu do raptem kilkunastu stolików, dzięki czemu obsługa była płynna i poprawna. Jednak nie mogłem oderwać wzroku od brudnej zapaski obsługującego mnie kelnera. W takim miejscu nienaganna aparycja to podstawa.
Restaurację The Witchery odwiedziło wiele osobistości, m.in. Lord Lloyd Webber, Vivienne Westwood, JK Rowling, Alan Parker, Ewan McGregor, Leonardo DiCaprio, Gerard Butler, Pierce Brosnan, czy Kate Moss.

 

reklama

 

Druga restauracja nazwana Tajemniczym Ogrodem, to równie kameralna sala z wysokim stropem wspartym na drewnianych belkach z malowanymi ornamentami, do której prowadzą kamienne schody. Gobeliny na ścianach i antyki dopełniają wystrój restauracji.

Ale The Witchery by the Castle skrywa jeszcze inne cuda. Dziewięć bajecznie urządzonych apartamentów, wypełnionych po sufity antykami i bibelotami, które sprawiają, że miłośnicy takiego stylu będą zachwyceni. Ja byłem!

Do recepcji znajdującej się w restauracji Tajemniczy Ogród przechodzi się przez urokliwy zielony dziedziniec. Tam powitała mnie Polka, Magda, która mieszka w Szkocji od wielu lat. Sam proces meldunku był nieco chaotyczny ze względu na ograniczoną przestrzeń i harmider wywołany wchodzącymi i wychodzącymi klientami restauracji oraz dostawcami.

Kiedy apartament był już gotowy, portier towarzyszył mi w drodze.
Wejście do mojego apartamentu o nazwie The Heriot prowadzi przez krętą, kamienną klatkę schodową. W przedsionku stoi drewniana rzeźba wojownika w pozłacanej zbroi, a na ścianach wiszą portrety szkockich i angielskich notabli. Za dębowymi drzwiami w kolorze mahoniu znajduje się eklektyczny w stylu apartament z drewnianymi podłogami i lamperiami, ścianami obitymi gobelinami i mnóstwem detali, jak na przykład krzesłami wykonanymi z poroża, czy elementami wojskowej zbroi.

Wyjątkowo spektakularne i niebiańsko wygodne jest łóżko z bogato zdobionym w złote ornamenty aksamitnym baldachimem i gotyckim drewnianym zagłówkiem.
Obok sypialni znajduje się garderoba z toaletką oraz przejściem do niezwykłej łazienki mieszczącej się w dawnej kaplicy, z wolnostojącą wanną pod łukowatym sklepieniem z malowidłami aniołów i kosmetykami prestiżowej brytyjskiej marki Penhaligon’s.
Tu telewizor jest całkowicie zbędny, za to z radia marki Bose leci muzyka klasyczna.
Na powitanie w srebrnej misie chłodziła się butelka szampana.
Pokój wieczorem został przygotowany do snu.
Z rana, na życzenie kelner podał śniadanie w apartamencie. Bo niby gdzie indziej lepiej by smakowało, niż w takich okolicznościach.

Istny raj dla hedonistów.

Trochę liczb:
Apartament – od 345 funtów
Menu degustacyjne 3-daniowe – 40 funtów

 

Czytaj więcej…
Recenzja hotelu The Fife Arms Breamer w Szkocji

reklama

Komentarze

komentarzy