Bora Bora to najsłynniejsza wyspa Polinezji Francuskiej, odkryta w 1722 roku. Swoją atrakcyjność zawdzięcza pewnej ekskluzywności wynikającej z odległego położenia na Oceanie Spokojnym oraz będących powodem wielu westchnień widoków. Otoczona jest koralowym atolem, który zamknął niczym w ramę lekko falujące wody Pacyfiku. Promienie tropikalnego słońca odbijają się w turkusowej lagunie opływającej charakterystyczny, zazieleniony szczyt Otemanu.
Skorzystałem z okazji, że w noworoczną podróż udałem się do Sydney i Nowej Zelandii, a że bliżej Polinezji Francuskiej już być nie można, to wydłużyłem trzytygodniową wyprawę o kilka dni. Z Auckland do Tahiti (głównej wyspy Polinezji) leci się 5 godzin i dalej, po długiej przerwie na lotnisku, już mniejszym samolotem w przeciągu godziny docieram do Bora Bora.
Wysiadając z samolotu na niewielkim lotnisku słyszę szumiące na wietrze wysokie palmy. Witany jestem girlandami z kwiatów plumerii i storczyków, odświeżającym ręczniczkiem i wodą kokosową oraz tradycyjnym zwrotem „ia ora na”, co w lokalnym języku znaczy „dzień dobry”. Wodną taksówką, na której otrzymuję hasło do bezprzewodowego Internetu, w 15 minut docieramy do przystani w jednym z topowych hoteli na wyspie – St.Regis Resort Bora Bora.

Na pomoście wita mnie Arina, kamerdynerka pochodząca z Rosji. Zwraca się do mnie po nazwisku, jak w luksusowym hotelu przystało. W drodze do recepcji prowadzimy kurtuazyjną rozmowę. Portier częstuje napojem. Recepcjonistka wychodzi mi na powitanie przed ladę recepcji, także używa mojego nazwiska.
Po sprawnym załatwieniu formalności, Arina najpierw obwozi melexem po resorcie i wskazuje główne atrakcje, plażę, strefę Spa i restauracje. Mimo przyjazdu przed południem, nie było problemu z wcześniejszym zakwaterowaniem.

Kiedy poszukuję ekskluzywnych doświadczeń hotelowych, zazwyczaj korzystam z usług prywatnego konsjerża z Grand Luxury Hotels. Poza spersonalizowaną obsługą otrzymuję wartościowe, bezpłatne benefity, takie jak upgrade do pokoju wyższej kategorii, wstawkę powitalną, zniżki na usługi dodatkowe w hotelu (100-150 USD kredytu do wykorzystania i rabaty 20%), możliwość wcześniejszego zameldowania i późniejszego wyjazdu oraz transfer z/na lotnisko.

Na samym początku czekała na mnie nie lada niespodzianka. W ramach upgrade’u pokoju otrzymałem spektakularną, niedawno wyremontowaną willę typu Premier osadzoną nad wodami laguny z widokiem na szczyt Otemanu.
Na 170 mkw miałem do dyspozycji pokój dzienny ze stołem jadalnym i częścią wypoczynkową. Przez szklany panel w podłodze można było spoglądać na wody laguny. W sypialni ogromne łóżko z baldachimem stało zwrócone w stronę okna.

Pokój kąpielowy składał się z wydzielonej toalety, prysznica z deszczownicą, szerokiej wanny, dwóch stanowisk z umywalką oraz garderoby. Kosmetyki zamiast w jednorazowych opakowaniach dozowane były z dużych flakonów. Choć w kwestii ekologii mają jeszcze sporo do zrobienia – plastikowe worki na brudną pościel używane przez housekeeping, plastikowe kubki w spa, plastikowe opakowania akcesoriów łazienkowych.

Wyjścia z pokoju dziennego i sypialni prowadziły na przestronny taras z leżakami i parasolem, zadaszoną altaną ze stołem i krzesłami, relaksującym jacuzzi i schodami wprost do morza.
Oniemiałem.

Bagaże zostały dostarczone zanim dotarłem do pokoju. Obsługa resortu komunikuje się za pomocą słuchawek w uchu. Arina oprowadziła po willi, zaproponowała zrobienie rezerwacji stolika na kolację w jednej z restauracji i zapytała czy miałbym coś do wyprania lub wyprasowania. Na koniec wręczyła swoją wizytówkę.

W St.Regis Bora Bora każdy gość ma do swojej dyspozycji prywatnego kamerdynera (butler) przez 24h. Usługa St.Regis Butler Service jest od ponad 100 lat znakiem rozpoznawczym marki St.Regis, która należy do sieci Marriott International. Kamerdyner na życzenie rozpakuje i spakuje bagaż, z poranną pobudką przyjdzie do pokoju, rozsunie zasłony i poda kawę lub herbatę do łóżka wraz z wybraną wcześniej gazetą. W resortach o rozproszonej zabudowie kamerdyner zapewni transport melexem z/do willi.

Moim pierwszym doświadczeniem z marką był pobyt w legendarnym St.Regis New York na Manhattanie, o czym możecie przeczytać TUTAJ.

Resort rozplanowany na 17 hektarach składa się z 77 willi nad wodami laguny oraz 14 willi przy plaży. Wille najwyższej kategorii posiadają po kilka sypialni oraz prywatne baseny. Teren resortu przecinają alejki rowerowe pośród gęsto nasadzonych palm kokosowych oraz krzewów hibiskusa i plumerii. Poprosiłem nawet ogrodnika, czy mógłby mi ściąć ze dwa kokosy do wypicia.

Niski sezon wynikający z okresu deszczowego o tej porze roku sprawił, że obłożenie resortu nie było wysokie. Początkowo pogoda nie rozpieszczała, ale w końcu przyszły słoneczne dni i przejrzyste niebo.

Co jest głównym celem pobytu gości w takim resorcie i innych jemu podobnych? Relaks i delektowanie się przepięknymi widokami, ale także korzystanie z usług spa.
Miri Miri Spa by Clarins, jak przystało na ekskluzywny resort, jest prawdziwą oazą wyciszenia i regeneracji. Strefa spa otoczona jest naturalną laguną z rafą koralową, w której można pływać. Gościom udostępniane są maski do snorkelingu.
W recepcji Spa zostałem powitany po nazwisku. Nie zabrakło kurtuazyjnej pogawędki, napoju i mokrych ręczniczków do rąk. Wybrałem polinezyjski masaż całego ciała. Recepcjonistka dała mi do wyboru kilka opcji olejku do masażu, opcje bezpłatne i dodatkowo płatne. Na koniec odprowadziła mnie do przebieralni i strefy relaksu dla panów, gdzie oczekiwałem na terapeutkę. Terapeutka powitała mnie uściskiem dłoni używając mojego nazwiska oraz podała swoje imię. W drodze do gabinetu zabiegowego prowadziła kurtuazyjną rozmowę.

Zabieg rozpoczął się od obmycia stóp. Kiedy leżałem na brzuchu terapeutka przyłożyła mi muszle do uszu, abym usłyszał szum oceanu. Po przekręceniu się na plecy położyła mi na oczy wilgotny. Stale pytała czy czuję się komfortowo.
Po zabiegu łóżko złożyło się do pozycji siedzącej. Otrzymałem mleko kokosowe do wypicia oraz kawałki kokosa. Terapeutka nałożyła mi kapcie na stopy i pomogła założyć szlafrok. Odprowadziła mnie do koedukacyjnej strefy relaksu, zaprezentowała kosmetyki (dodatkowa sprzedaż) i zaproponowała kieliszek szampana. Na koniec pożegnała się używając mojego nazwiska, zapytała czy w czymś może jeszcze pomóc i podała rękę życząc miłego pobytu.
Jako gość mogłem przebywać w trefie spa bez ograniczeń czasowych, nawet jeśli nie miałem zaplanowanego zabiegu.
Więcej o tym, na czym polega ekskluzywne doświadczenie spa możecie przeczytać TUTAJ

Dla fanów aktywnego wypoczynku do dyspozycji są korty tenisowe, kajaki, żaglówki, deski do wiosłowania na stojąco (paddleboarding). Do niebywałych atrakcji należy z pewnością katamaran ze sternikiem na całodzienną wyprawę na otwarty ocean. Codziennie rano i popołudniu kursuje motorówka, która zabiera gości do miasteczka na wyspie.

A wieczorem, gdy się zgłodnieje po całym dniu nicnierobienia lub spalania kalorii, można wybrać się na kolację do jednej z trzech restauracji, w każdej inne smaki – od sushi, przez włoską i burgery, do azjatyckiej w wersji fusion.

I tę ostatnią opcję wybrałem na pierwszy wieczór w resorcie.
Lagoon Restaurant by Jean-Georges jest restauracją typu fine-dining, której szefuje uznany kucharz Jean-Georges Vongerichten. Znajduje się nad wodą z podłużnymi szklanymi panelami w podłodze, gdzie migoczą rozświetlone w nocy wody laguny. Można zauważyć przepływające małe rekiny, które żyją w zagrodzie pod restauracją.

Kelner powitał używając nazwiska, poprowadził do stolika, podsunął krzesło i rozłożył serwetkę na kolanie. Podszedł sommelier by zaproponować wino. Pieczywo podane było indywidualnie przez kelnera na talerzyk do pieczywa wraz z dwoma rodzajami masła. Na początku otrzymałem „czekadełko”, które przypominało ajerkoniak, ale o smaku marchewki, posypane prażoną kaszą gryczaną. Zamówiłem rybę mahi mahi (koryfena) w ziołach z dodatkiem grillowanych warzyw. Na deser ciastko Pavlova z ananasem.
Po skończonym posiłku podszedł szef sali i powitał w resorcie, a kelner podał ręczniczki do odświeżenia rąk po posiłku oraz petit four. Na koniec sommelier podjechał z wózkiem z selekcją nalewek i koniaków.
Wychodząc z restauracji hostessa zapytała, czy zamówić mi transport do willi.

W Aparima Bar barman zachęci do spróbowania popisowego koktajlu – Bora Mary, czyli innej wersji popularnej Krwawej Mary. Mówi się, że Krwawa Mary (Bloody Mary) jaką dzisiaj znamy, miała powstać w 1934 roku w King Cole Bar w hotelu St.Regis New York w USA. Dlatego też każdy z ponad 40 hoteli marki St.Regis opracował własną wersję koktajlu. I tak Bora Mary podawana w kieliszku do szampana zawiera sok z arbuza.
Najlepiej koktajl popijać oglądając pokaz polinezyjskiego tańca, który odbywa się przy plaży w świetle pochodni w każdy środowy wieczór.

Śniadanie serwowane jest w restauracji Te Pahu z tarasem przy plaży. Poza bogatym asortymentem jedzenia na bufecie, kucharz przygotuje dania na ciepło – jajka w każdej postaci, gofry, naleśniki. Mój ulubiony zestaw to tost z pastą z awokado i jakiem w koszulce oraz owsianka z żurawiną i cynamonem.

Kamerdynerzy codziennie w trakcie śniadania podchodzą do „swoich” gości, by zapytać jak minęła noc, o której godzinie życzą sobie serwis pokoju, czy czegoś potrzebują.
Kiedy wspomniałem Arianie, że telefon popsuł mi się od zanurzenia pod wodą, nie musiałem długo czekać, jak bez żadnej prośby czy sugestii przyniesiono mi do pokoju miskę z ryżem, by pochłaniał wilgoć z urządzenia. Dzięki temu udało się go ponownie uruchomić.


Petit four i czapeczki na pożegnanie od hotelu

Generalnie personel resortu był fantastyczny. Pracuje tu blisko 500 członków zespołu, co daje aż 5 pracowników na 1 willę. Niezależnie od pełnionej roli, nie przejdzie obok gościa obojętnie. Raz sam dyrektor generalny przejeżdżając melexem obok mnie zapytał czy potrzebuję transport.
Poza uśmiechem na twarzy każdy pozdrawia tradycyjnym zwrotem „ia ora na”. Czy to recepcjonistka w spa, kelner w restauracji, czy pani pokojowa, byłem pytany jak się mam, jakie mam plany na resztę dnia i rekomendowali mi atrakcje wykraczające poza ich obszary pracy. Przy każdej interakcji słyszałem zwroty – z przyjemnością (With pleasure), bardzo chętnie pomogę (I will be more than happy to assit), czy w czymś mogę jeszcze pomóc (Is there enything else I can assist you with). To jest profesjonalny język komunikacji w luksusowym hotelu.

Māuruuru – Dziękuję St.Regis Bora Bora za to wspaniałe doświadczenie.

Trochę liczb:
willa na wodzie – od 3.500 zł za dobę ze śniadaniem
willa typu Royal z 3 sypialniami i basenem – od 30.000 zł za dobę
coca-cola w minibarku – 29 zł
deser ciastko Pavlova – 28 zł
sałatka Buddha z krewetkami – 130 zł
masaż polinezyjski 50 min – 750 zł

________________________________________
Dziękuję za przeczytanie recenzji. Mam nadzieję, że była interesująca.
Zachęcam do przeczytania recenzji podobnych resortów…

One & Only Palmilla w Meksyku – recenzja

Sugar Beach Viceroy St. Lucia – recenzja 

The Slate Phuket – recenzja 

Amanjena w Marrakeszu – recenzja 

Conrad Resort Bali – recenzja 

 

Komentarze

komentarzy