Stojący w wejściu odźwierny w eleganckim płaszczu z futrzanym kołnierzem powitał mnie z szerokim uśmiechem „Bonjour monsieur, witam w Hotelu De Crillon”, odebrał bagaż, zapytał o nazwisko i odprowadził do recepcji. Wchodząc do hotelu jako gość byłem mega podekscytowany myślą, że spędzę tu choćby jedną noc.

Majestatyczny budynek Hôtelu de Crillon został wzniesiony na zlecenie króla Ludwika XV w 1758 roku przy Place de la Concorde (Plac Zgody), skąd z jednej strony wkraczamy w Pola Elizejskie, a z drugiej do ogrodów Tuileries prowadzących do Luwru. Początkowo pełnił funkcję rezydencji arystokratycznych rodów, w tym księcia De Crillon. W czasie Rewolucji Francuskiej w pałacu przebywał król Ludwik XVI i królowa Maria Antonina, którzy ostatecznie zostali straceni na placu Zgody.

W 1909 roku został tu otwarty pierwszy Hôtel de Crillon, który działał nieprzerwanie do 2012 roku. Otwarty ponownie w lipcu 2017 roku, po czterech latach gruntownego remontu, który kosztował aż 200 milionów euro. Znamienici paryscy projektanci we współpracy z utalentowanymi rzemieślnikami i artystami otrzymali zadanie zachowania dziedzictwa miejsca, jednocześnie wprowadzając hotel w 21. wiek.
Odnowiony Hôtel de Crillon zarządzany jest przez dynamicznie rozwijającą się sieć Rosewood Hotels & Resorts, której stałem się fanem, choć to było moje pierwsze doświadczenie z tą marką.

Czytaj więcej…
Rosewood Hotels & Resorts – luksusowa marka z ambicją

Hôtel de Crillon uznany został przez francuski rząd za Narodowy Pomnik Historii oraz uhonorowany tytułem Palace, przyznawanym wyjątkowym obiektom hotelowym, które przewyższają klasyczną kategorię 5-gwiazdkową. Obecnie na LIŚCIE znajduje się 25 hoteli w całym kraju.

Podjazd do hotelu taksówką był utrudniony w sobotę ze względu na barierki policyjne ustawione wkoło placu, a związane z demonstracjami „żółtych kamizelek”, choć żadnych demonstracji nie słyszałem i nie widziałem. Dlatego też musiałem przejść kawałek drogi do hotelu pieszo.
Zarówno budynek, jak i jego wnętrza są spektakularne! Fasada we francuskim neoklasycystycznym stylu jest wspaniała pod każdym względem, zdobiona kolumnadą koryncką i wiszącymi pod nią mosiężnymi żyrandolami.
Co przyciąga uwagę oczu po przekroczeniu progu hotelu, to marmurowe posadzki, kryształowe żyrandole marki Baccarat, mnóstwo pozłacanych detali oraz dzieła sztuki nowoczesnej – rzeźby, obrazy, fotografie. Mimo bogactwa wnętrz, nie były one wcale przytłaczające. Nozdrza mojego nosa łechtał wspaniały zapach skomponowany specjalnie dla hotelu w nucie podobnej do mojego ulubionego Terre d’Hermes, który był wyczuwalny w każdym miejscu budynku i odnosiłem wrażenie, jakby ciągnął się stale za mną.

Salon recepcyjny znajduje się po lewej stronie od wejścia, w którym nie ma lady recepcyjnej, a dwa biurka z laptopami w mosiężnej obudowie. Recepcjonistka w zwiewnym uniformie, przypominającym bardziej kreację modową, wstała na powitanie. Używając mojego nazwiska dokonała wszystkich formalności, prowadząc jednocześnie kurtuazyjną pogawędkę. Pytając mnie o plan pobytu w Paryżu, odpowiedziałem, że Hotel De Crillon jest celem mojej wizyty.

W międzyczasie podeszła Juliette, kamerdynerka (butler) z przecudownym uśmiechem i przesympatyczną osobowością, ubrana w marynarkę smokingową z satynowymi klapami. Juliette przedstawiła się i powitała mnie używając mojego nazwiska. Zaproponowała, że odprowadzi mnie do pokoju, który mimo wczesnego przyjazdu przed południem był już gotowy. Usługa kamerdynera jest dostępna bezpłatnie dla wszystkich gości, podobnie jak w warszawskim Raffles Europejski.
Czego jednak mi zabrakło na tym etapie obsługi, to zaproponowanie wody mineralnej lub kawy, mimo że karafki z wodą i ekspres stały na komodzie przy biurku.

Dzięki zrobieniu ponownie rezerwacji przez agencję Grand Luxury Hotels, miałem zagwarantowany upgrade pokoju o jedną kategorię wyżej od zarezerwowanego, śniadanie w restauracji lub w pokoju, dłuższą dobę hotelową oraz kredyt 85 euro do wykorzystania w Spa lub na usługę gastronomiczną.

Hôtel de Crillon oferuje 78 pokoi w trzech kategoriach oraz 46 apartamentów także w trzech kategoriach, z których 10 to tak zwane Signature Suites mające swoich „patronów”.
Początkowo przydzielony pokój kategorii Premier zamieniłem na Grand Premier, choć była to moja inicjatywa, a nie próba up-sellingu podjęta przez samą recepcjonistkę. Co było dla mnie zaskoczeniem, bo aktywna sprzedaż recepcyjna to bardzo wymierne korzyści finansowe i dla hotelu i dla recepcjonisty, przynajmniej tak być powinno, o czym mówię na moich szkoleniach. Z inicjatywą up-sellingu wyszła chociażby recepcjonistka w londyńskim hotelu Savoy.

Krótkie oczekiwanie na nowy pokój wykorzystałem na robienie zdjęć.
Juliette z nieschodzącym z twarzy uśmiechem prowadziła rozmowę w drodze do pokoju i zaproponowała, że oprowadzi mnie później po hotelu. Naturalnie zgodziłem się, aby doświadczyć tego miejsca bardziej.
W pokoju czekała na mnie urodzinowa niespodzianka – szampan Bollinger, tort oraz balony z logo De Crillon. Juliette życzyła szczęśliwych urodzin i oprowadziła po pokoju.

Za chwilę do drzwi zapukał równie przesympatyczny portier Karim, prawdziwa Gwiazda z zespole, który dowiedziawszy się że jestem z Polski, od razu rzucił świetną polszczyzną „Jak się masz?”. Okazało się, że ma przyjaciół w Polsce i odwiedził kiedyś Kraków oraz Częstochowę. Tak niewiele trzeba żeby zachwycić gości obsługą.

Pokój Grand Premier, to tak naprawdę pięknie urządzony apartament o powierzchni 45 mkw, z niewielkim pokojem dziennym, bogato wyposażonym minibarkiem z ekspresem Nespresso w skórzanej obudowie, dwoma telewizorami 48-calowymi z szerokim wyborem programów, ogromnym łóżkiem z materacem marki Simmons z 6 poduszkami i kołdrą z pierza marki Drouault oraz włoską pościelą marki Rivolta Carmignani. Marmurowa łazienka z podgrzewaną podłogą, prysznicem i osobną wanną, bidetem, podgrzewanym lustrem z telewizorem, kosmetykami marki Buly 1803 w buteleczkach w stylu Marii Antoniny. No i niewielki, ale zawsze tarasik z widokiem na wewnętrzny dziedziniec.


zestaw mini koniaków z recepturami na koktajle 


skórzane pudełeczko na biżuterię


pudełko na obuwie przekazane do czyszczenia

Natomiast ewidentnie brakowało rozkładanego chociażby bagażnika, przez co walizkę musiałem rozłożyć po prostu na podłodze, ewentualnie na sofie w salonie.
No i kamerdynerka nie zaproponowała rozpakowania i na koniec spakowania bagażu, wyprasowania koszuli lub wypastowania butów, ani podania kawy lub herbaty na powitanie w pokoju, nie wiedziała też gdzie i o której mam zarezerwowany stolik na kolację, ani nie zapytała jakiej twardości poduszki preferuję.
Jednak kiedy poprosiłem o wyprasowanie koszuli przed kolacją, byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, że zostawiła mi w pokoju spinki do mankietów na wszelki wypadek. Detale czynią obsługę wyjątkową!

Pod moją nieobecność pokój został wieczorem przygotowany do snu z mięciutkimi kapciuchami ułożonymi przy łóżku, ubrania zostawione na łóżku zostały ładnie złożone, a prywatne kosmetyki zostawione na blacie umywalki równo ustawione na półce. Użyty talerz do tortu, sztućce oraz kieliszki do szampana zostały wymienione na czyste, choć pusta butelka po szampanie pozostała.

Następnego dnia śniadanie zamówiłem do pokoju, tak jak lubię ze względu na kameralność i swobodę.

Wychodząc po jakimś czasie z pokoju na korytarzu spotkałem kolejnego kamerdynera, którego poprosiłem o zabranie wózka room-serwisu. Po powrocie po paru godzinach, mimo wydłużonej doby hotelowej do 16:00 pokój nie został odświeżony, tak jak to zostało zrobione chociażby w hotelu Savoy. Wózek został zabrany, ale balony z których zeszło powietrze po nocy pozostały na podłodze, resztki tortu zostały zabrane, ale naczynia i sztućce pozostały, szlafrok pozostawiony na łóżku nie został odwieszony w łazience. To są wydawać by się mogło drobne rzeczy, które jednak czynią różnicę.

Juliette oprowadzając mnie po hotelu, zabrała mnie do najokazalszego apartamentu z widokiem na Place de la Concorde, zaprojektowanego przez słynnego kreatora mody Karla Lagerfelda. To tak naprawdę dwa osobne apartamenty, które można połączyć w jeden, a każdy nich kosztuje 15.000 euro za noc. Ściany zdobią wielkoformatowe zdjęcia autorstwa Lagerfelda, a toaletę marmurowa umywalka, która wcześniej zdobiła wnętrza pałacu w Wersalu.

Bardzo popularnym wśród gości hotelu, ale przede wszystkim gości z zewnątrz jest bar Les Ambassadeurs, który tutaj działał za czasów pierwszego Hotelu De Crillon. Jedna duża przestrzeń w odcieniu złota. Marmurowe ściany aż po sufit zdobiony freskiem przedstawiającym błękitne niebo. Oryginalne 19-wieczne żyrandole, które zostały obwieszone łańcuchami, co nadało im współczesnego charakteru.
Fortepian przygrywa wczesnym wieczorem, podczas gdy od 22:00 pałeczkę przejmuje DJ.
A do picia? Ponad 100 etykiet szampana (Krug Clos d’Ambonnay 1995 za 6.200 euro za butelkę), ponad 3.000 etykiet wina i łącznie 40.000 butelek wina. Niezwykle rzadkie whisky, jak choćby Karuizawa rocznik 1965 (30.000 euro za butelkę), Louis XIII Mathusalem (80.000 euro za butelkę), czy Ne Oublie Graham’s Port rocznik 1882 (1.000 euro za kieliszek 10cl). Ponadto wódka Dywizjon 303 stworzona według polskiej receptury, czterokrotnie destylowana.
O dobre samopoczucie gości dbają znakomici barmani, na czele z zastępcą szefa baru Arturem, o którym więcej przeczytacie TUTAJ

W kolekcji hotelu znajdziemy także 3 specjalnie wyprodukowane butelki z kryształu Baccarat o pojemności 6L zawierające Cognac Remy Martin LOUIS XIII w cenie 75.000 euro za butelkę.

Bar sąsiaduje z kameralnym Loungem Jardin d’Hiver, z pozłacanym sufitem, w którym goście mogą spróbować lekkich przekąsek oraz znakomitych wypieków z hotelowej cukierni autorstwa Jérôme’a Chaucesse. Stąd można wyjść na dziedziniec.

Na kolację zrobiłem rezerwacje stolika w restauracji Brasserie d’Aumont, której szefuje Justin Schmitt. Panuje tu nieformalna, luźna atmosfera. Można spróbować na przystawkę sera Brie z truflami lub pieczony szpik kostny na czarnym truflowym toście, na danie główne pieczone przegrzebki, francuską potrawkę z wołowiny Pot-au-feu z płatkami z czarnych trufli lub stek z antrykotu wołowego Black Angus. Skusiłem się na potrawkę z truflami i w smaku było bardzo dobre.
Edith, kierowniczka sali, która obsługiwała mój stolik była znakomita, uśmiechnięta i komunikatywna. Wspomniałem jej jednak, że powinna uczulać swoich kelnerów, aby potrafili robić podobne „show” jak ona. Zwłaszcza, że wieczór w restauracji był bardzo spokojny i zajętych było raptem kilka stolików. Jak na hotel tej klasy, kelnerzy w mojej ocenie byli zbyt wycofani.

Salon des Aigles (poniżej), który pełni funkcję bankietową, był świadkiem ważnego wydarzenia historycznego – podpisania francusko-amerykańskiego traktatu z 1778 r. znającego Deklarację Niepodległości USA.
Tuż obok znajduje się salon, w którym królowa Maria Antonina brała lekcje gry na fortepianie.

Kiedy tu zaszedłem, spotkałem kelnera, który nakrywał stoły. Natychmiast przerwał swoją pracę, podszedł do mnie, przywitał się i zaczął mnie oprowadzać opowiadając o historii tego miejsca. Byłem pod dużym wrażeniem jego intuicyjnego działania i proaktywnej postawy. Ale takie zachowanie wymaga przede wszystkim świadomości swojej roli – najpierw gość, a potem nakrywanie stołu.
Z kolei spotkany w ciągu dnia kelner w Brasserie d’Aumont kiedy usłyszał, że mam rezerwację stolika na wieczór, z uśmiechem powiedział „To fantastycznie. Nie możemy się doczekać pańskiej wizyty”. Po prostu ŁAŁ!
Wszyscy spotkani w częściach publicznych pracownicy housekeepingu, kelnerzy, konsjerże i portierzy, pozdrawiali mnie z uśmiechem na ustach – witam, miłego dnia, jak się pan ma.
Kiedy opuszczałem hotel z żalem, dopijając ostatni koktajl autorstwa Artura, portier zaproponował butelkę wody do taksówki, a zamykając drzwi samochodu dodał po polsku „Dziekuje bardzo”. To kolejny miły akcent.

Dodać też muszę, że cały zespół składa się z 300 ludzi, co daje prawie 2.5 pracownika na jeden pokój. Paryski Ritz zatrudnia dwa razy więcej, bo aż 600 pracowników na 100 pokoi (6 pracowników na jeden pokój). Dla porównania w warszawskim hotelu InterContinental za moich czasów pracowało ok. 250 pracowników na 400 pokoi (0.6 pracownika na jeden pokój).

Mimo wspomnianych niedociągnięć jest to jeden z najlepszych hoteli w Paryżu.
Pobyt w Hotelu De Crillon był świetnym doświadczeniem, przede wszystkim za sprawą fantastycznego personelu. Dziękuję tym, którzy szczególnie się do tego przyczynili.

Trochę liczb:
pokój – od 870 euro
potrawka z wołowiny Pot-au-feu – 42 euro
dodatki do dania głównego – 7 euro
sok pomarańczowy z minibaru – 15 euro
masaż relaksacyjny 90 minut – 275 euro

Czytaj więcej…
Moja hotelowa lista marzeń – Paryż

 

reklama

Komentarze

komentarzy