Wyrazisty, eklektyczny styl, współczesna sztuka i odważne wzornictwo – z tego słyną butikowe hotele brytyjskiej marki Firmdale Hotels.
The Whitby jest dziesiątym hotelem sieci, którą w 1985 roku stworzyła projektantka wnętrz Kit Kemp wraz z mężem Timem. Inne znane hotele tej grupy, to nowojorski The Crosby Street oraz londyński The SoHo i Ham Yard.

Kit Kemp w swoim założeniu tworzy hotele jako „żywą” przestrzeń, w której doceniana jest sztuka i wyrafinowany design. Nadzoruje cały proces projektowania hotelu i przykłada szczególną uwagę do detali. Sama wybiera meble i tkaniny, dobiera dzieła sztuki. I to nie byle jakie dzieła, które przykuwają uwagę już od wejścia do hotelu…

Alabastrowe rzeźby Stephena Coxa i instalacja artystyczna nad recepcją wykonana z kolorowych sznurków przez Hermionę Skye…

…Obraz autorstwa Carli Kranendonk.

Każdy z 87 pokoi i apartamentów rozmieszczonych na 16 piętrach został unikalnie zaprojektowany. W rzeczywistości nie ma dwóch podobnych pokoi. Różnią się kolorami tkanin wyłożonych na ścianach i wzorami tapicerek na fotelach (ponad 150 różnych tkanin), haftowanymi zagłówkami łóżek w oryginalnym kształcie, obrazami, lampami i meblami. To co je łączy, to kameralna, wręcz intymna atmosfera.

Hotele marki Firmdale Hotels przynależą do prestiżowego zrzeszenia Design Hotels.

Czytaj więcej…
Jak znaleźć wyjątkowe hotele i resorty

Mój apartament typu Junior Suite był przestronny, z wysokim sufitem i oknem podzielonym szprosami.
Szerokie i nietypowo wysokie łóżko marki BeautyRest z dobrej jakości pościelą brytyjskiej marki Tielle Love Luxury. Przede wszystkim bardzo wygodne. A przy nim charakterystyczny manekin krawiecki, który można znaleźć w każdym obiekcie marki Firmdale Hotels.
Duży telewizor 55-calowy z szerokim wyborem programów.
Brakowało mi na wyposażeniu ekspresu do kawy, który wprawdzie obsługa bezpłatnie dostarczy do pokoju na życzenie, ale nie jest on dobrej jakości.

Garderoba z bogato wyposażonym minibarem oraz eleganckimi akcesoriami, choć kapcie były zapakowane jedynie w plastik. W luksusowym w założeniu hotelu kapcie powinny być pakowane w woreczki z materiału.

Dobrze oświetlona łazienka z dwoma stylowymi umywalkami, kosmetykami marki RikRak, szerokim prysznicem z deszczownicą, wolnostojącą wanną z telewizorem i bidetem.

Co zwróciło moją uwagę zaraz po wejściu do pokoju, to widok za oknem. Mianowicie na tarasie apartamentu piętro niżej był spory bałagan – mokra od deszczu papierowa gazeta leżała na posadzce, a stół zastawiony był brudnymi naczyniami po śniadaniu (godzina 14:00). Pracownicy room-serwisu powinni kontaktować się z gościem, aby zaproponować odebranie naczyń, a nie czekać aż pokojowa zadzwoni.

Wieczorem pokój został przygotowany do snu, ale nie był to serwis kompletny.
Zasłony nie zostały zaciągnięte, narzuta z łóżka nie została ściągnięta, a kapcie nie zostały ułożone przy łóżku. Na szafce nocnej stała woda Evian, menu śniadaniowe oraz jaśminowy zapach do spryskania poduszki przed snem.

Na ostatnim 17. piętrze znajduje się ekskluzywny apartament typu Penthouse z dużym salonem, dwiema sypialniami i łazienkami oraz dwoma tarasami. Do dyspozycji gości apartamentu jest dostępny kamerdyner przez 24 godziny na dobę.

Hotel The Whitby pełny jest ciekawie zaaranżowanych kameralnych przestrzeni wielofunkcyjnych.

Oranżerię, w której podają śniadania i popołudniową herbatę, zdobią ręcznie malowane przez Marthę Freud (prawnuczkę Sigmunda Freuda) porcelanowe naczynia przedstawiające charakterystyczne nowojorskie budynki i mosty. Z sufitu zwisają okazałe żyrandole marki Tyson London. A krzesła zdobią starannie wykonane haftowane ornamenty.

Lounge sąsiadujący z Oranżerią i niedużym zielonym patio, to miejsce na relaks z drinkiem, który można sobie samemu sporządzić.

Nad barem w głównej restauracji gęsto rozwieszono wiklinowe kosze, a ściany zdobią wzorzyste tapety, rzeźba Herkulesa oraz obrazy Carli Kranendonk i Catherine Kuthbert.

Biblioteka wypełniona 2.500 książek służy zarówno jako spokojne miejsce do pracy dla gości, jak i prywatny salon jadalny lub imprezowy.

Jest również sala kinowa na 130 osób, w której co weekend wyświetlane są filmy dla gości, a w tygodniu organizowane biznesowe prelekcje.
Natomiast w foyer przed owymi salami znajduje się bar, zamiast typowej przestrzeni z sofami. I znowu – mnóstwo sztuki.

Śniadanie było naprawdę smaczne. Tosty z awokado i jajkami po benedyktyńsku oraz herbatę żurawinową podano mi w porcelanie wykonanej specjalnie dla marki Firmdale Hotels przez brytyjską manufakturę Wedgwood. Niewielki bufet składał się z zimnych przekąsek (jogurty, owoce, granola, wypieki, sery i wędliny), a dania na ciepło były przygotowywane na życzenie. Nie było ekspresu do kawy i herbaty, to także kelner podawał na życzenie.

I najważniejsze – obsługa.
Niestety niedopracowana i nierówna, co mnie szczególnie rozczarowało, gdyż marka Firmdale Hotels szczyci się swoim luksusowym charakterem.

Wprawdzie portier powitał mnie w wejściu i odprowadził do recepcji, ale nie zainteresował się moim bagażem. Byłem jedynym gościem w niewielkim holu w momencie meldunku. Dwoje portierów było zajętych rozmową z konsjerżem.
W recepcji stało dwoje recepcjonistów. Meldująca mnie recepcjonistka ograniczyła rozmowę jedynie do formalności, po czym wręczyła klucz do pokoju. W butikowym, pięciogwiazdkowym hotelu goście powinni być odprowadzani do pokoju, a na powitanie powinni być poczęstowani jakimś orzeźwiającym napojem (zwłaszcza latem) lub po prostu wodą mineralną marki premium.

Wchodzący za ladę recepcyjną kelner mimo nawiązania ze mną kontaktu wzrokowego nie wysilił się na uśmiech, czy słowne pozdrowienie.
Idąc korytarzem na piętrze spotkałem pokojową, która mnie zignorowała. Jednak co wywołało u mnie większe zaskoczenie, to ciągnięcie przez nią po podłodze plastikowego worka z brudną pościelą.
Z kolei portier przenoszący mój bagaż z jednego apartamentu do innego, po prostu zostawił go w wejściu. Powinien wstawić go do garderoby, a nawet rozstawić bagażnik pod nim.

Kelner, który dostarczył wstawkę powitalną, był uśmiechnięty i komunikatywny. Niestety jego kolega na wieczornej zmianie, który dostarczył posiłek, wyszedł bez słowa, nawet kurtuazyjnego – smacznego, miłego wieczoru.
Na szczęście obsługa w restauracji była profesjonalna.

The Whitby położony jest przy 56. ulicy, kilka kroków od popularnej 5. alei. To doskonała lokalizacja dla fanów modnych zakupów. Stąd blisko do Parku Centralnego, Muzeum Sztuki MoMa, czy Rockeffeler Center z tarasem widokowym.

Rezerwacji pokoju ponownie dokonałem przez Grand Luxury Hotels, dzięki czemu miałem zapewniony upgrade do pokoju wyższej kategorii, śniadanie, butelkę szampana na powitanie oraz kredyt 150 USD do wykorzystania na usługi dodatkowe.

Mimo estetycznych doznań na wysokim poziomie, generalnie doświadczenie pobytu w hotelu The Whitby było mało satysfakcjonujące, zwłaszcza zważywszy na koszt noclegu.

Trochę liczb:
Pokój kategorii Superior (najniższa kategoria) – od 600 USD bez śniadania
Penthouse – od 10.000 USD

Komentarze

komentarzy