Położony przy Gran Via de les Corts Catalanes w centrum Barcelony, hotel Cotton House to dawna miejska rezydencja rodziny Boada z 1879 roku. Rezydencja w stylu neoklasycystycznym powstała według projektu architekta Eliasa Rogenta popularnego wśród katalońskiej burżuazji. Od lat 60. XX wieku budynek pełnił funkcję siedziby stowarzyszenia producentów bawełny oraz firm przemysłu tekstylnego. W tym okresie budynek zyskał trzy dodatkowe piętra. To zainspirowało twórców hotelu Cotton House, który został otwarty w 2015 roku.

Po przekroczeniu progu masywnych, dębowych drzwi poczułem się jak zahipnotyzowany. Wnętrza hotelu są nie tylko odzwierciedleniem historii budynku, z nieco kolonialnym smakiem, ale również niezwykle eleganckie i wyrafinowane, co wpływa na jego wyjątkową atmosferę.
Bogato zdobiony przedsionek z wysokim, łukowatym stropem, wyłożony jest marmurem. Ściany po obu stronach przedsionka, gdzie znajduje się recepcja, pokryte zostały taflami stylizowanych na zaśniedziałe luster.
O historii miejsca świadczą emblematy kwiatu bawełny nad wejściem do hotelu i w posadzce holu wejściowego, a także gałązki bawełny w wazonach w różnych częściach budynku i pokojach.

Na pierwsze piętro, które pełni funkcję „przestrzeni społecznej” prowadzą marmurowe schody zdobione mosiężnymi lampami. Po przeciwnej stronie znajdują się spiralne podwieszane schody wykonane z żelaza, prowadzące na ostatnie szóste piętro, gdzie do dyspozycji gości jest taras z niewielkim basenem i widokiem na miasto i kościół Sagrada Familia.

W centralnym punkcie pierwszego piętra znajduje się stanowisko konsjerży.
Przepiękna biblioteka rezydencji z marmurowym kominkiem nadal pełni tę samą funkcję. Zachowane zostały oryginalne parkiety i kasetony na sufitach. Wnętrze zdobią zabytkowe meble i detale oraz kontrastujące z nimi współczesne elementy jak lampy, obrazy, czy fotele.

Pomieszczenie sąsiadujące z biblioteką pełni dodatkową rolę atelier krawca, u którego można zamówić koszulę szytą na miarę. Na koszulę trzeba czekać około dwóch miesięcy, a jej koszt zaczyna się od 300 euro.
Tutaj w zaciszu czterech ścian spożyłem wielkanocne śniadanie. Nie było to wprawdzie śniadanie jak u mamy, ale otoczenie i atmosfera miejsca mnie urzekła.

Dawny salon rezydencji z kominkiem, to obecnie pełna światła restauracja Batuar z barem i wyjściem na obszerny, zielony taras. Szefową Kuchni jest 25-letnia Eva de Gil.

Jak na tak wyjątkowy 83-pokojowy hotel, nawet nazwy kategorii pokoi są oryginalne.
Najniższa kategoria pokoju, którą zarezerwowałem, to Panama. Kolejne to Madras, Cotton i Egyptian Cotton, oraz cztery apartamenty. Dzięki uprzejmości recepcji otrzymałem upgrade do pokoju typu Cotton z balkonem i widokiem na taras.

Powierzchnia pokoju, urządzonego w kolorach bieli, czerni i beżu, nie była zbyt duża zważywszy na jego wyższą kategorię. W przedpokoju znajdują się szafy i…umywalka. Nie byłem tym zaskoczony, gdyż spotkałem się z takim rozwiązaniem w kilku innych hotelach premium i niespecjalnie mi to przeszkadza. Osobno znajduje się toaleta, a osobno pomieszczenie z wanną i deszczowym prysznicem którego cała podłoga stanowi brodzik prysznica (współczuję pokojowym). Duże i wygodne łóżko posłane było miękką pościelą oczywiście z egipskiej bawełny. Na poszewkach mniejszych poduszek wyhaftowane zostało logo hotelu.

Jedyne poważniejsze zastrzeżenie jakie mam, dotyczy czystości pokoju i stanu wyposażenia, o czym od razu poinformowałem obsługę. Szyba w drzwiach balkonowych była brudna z obu stron, powierzchnia biurka mocno porysowana, zagłówek łóżka zakurzony, pleśń na białym silikonie wokół podłogi prysznica i brudne fugi na ścianie, w dodatku mocno zakurzony wentylator na suficie łazienki, któremu przydałoby się malowanie. W hotelu pięciogwiazdkowym wszystko powinno lśnić. Recepcjonistka przeprosiła za sytuację, zapewniła że zgłosi uwagi dyrekcji i od razu wysłała pokojową. W ramach przeprosin do pokoju zostały przyniesione czekoladki. Już po samym kontakcie z pracownikami służby pięter, którzy mijali mnie na korytarzu bez uśmiechu i kontaktu wzrokowego, dostrzegam pewne niedociągnięcia delikatnie mówiąc w zarządzaniu tym działem.

Lubię zagadywać personel hotelowy. Nie tylko recepcjonistów, ale także kelnerów i pokojowe. Ciekaw jestem ich wiedzy o miejscu w którym pracują i generalnie czy są komunikatywni. W Cotton House poznałem parę studentów Emmę i Jurija ze słynnej (i drogiej) szkoły dla hotelarzy Les Roches w Szwajcarii. Odbywali tu półroczne praktyki. Młodzi, ambitni i energiczni ludzie, którym uśmiech nie schodził z twarzy. Drugiego dnia pobytu witali mnie pamiętając moje nazwisko. Emma zrobiła mi także wycieczkę po obiekcie opowiadając jego historię.
Bardzo podobały mi się specjalnie zaprojektowane dla personelu uniformy pasujące do klimatu hotelu.


Apartament Adamaszek (Damask Suite)

Cotton House działa pod tak zwaną miękką marką (soft brand) Autograph Collection (sieć hotelowa Marriott International), która zrzesza wyjątkowe, niezależne hotele. Dzięki temu otrzymałem punkty w programie lojalnościowym Marriott Rewards.
Hotel Cotton House jest zachwycający i inspirujący jako obiekt, z generalnie całkiem przyzwoitą obsługą. Jednak w mojej opinii ceny są nieco wygórowane w stosunku do oferowanego standardu, o czym świadczą także opinie innych gości.

Trochę liczb:
Pokój Panama bez śniadania – 350 euro (cena dla członka Marriott Rewards).
Apartament – dopłata 1200 euro do ceny pokoju standardowego
Śniadanie bufetowe – 35 euro

Komentarze

komentarzy