Kiedy zapoczątkowano luksusowe hotelarstwo w 19-wiecznej Europie, reprezentowane przez takie słynne hotele jak Europejski w Warszawie (1857), Hotel De Paris w Monte Carlo (1863), Imperial w Wiedniu (1873), Savoy w Londynie (1889), czy w końcu Ritz w Paryżu (1898), jego synonimem był pałacowy charakter budynku i wnętrz, przestronne apartamenty, marmurowe posadzki, wytworne jedzenie i obsługa w białych rękawiczkach.

Przyglądając się hotelom w Paryżu, okaże się, że żadne inne miasto na świecie, nie posiada tak bogatej oferty hoteli prawdziwie luksusowych, jak Miasto Świateł, zwłaszcza kolekcji hoteli typu Pałac. Pałac, to osobna kategoria hotelowa, stworzona właśnie we Francji, przewyższająca klasyczną kategorię 5-gwiazdkową. Do tej kategorii zalicza się tak znane paryskie hotele, jak Ritz, De Crillon, Le Bristol, Le Meurice, Plaza Athénée, Shangri-La, Peninsula, Mandarin Oriental, czy w końcu Four Seasons George V, w którym miałem okazję ostatnio gościć.

To była szczególna wizyta. Nie tylko dlatego, że zatrzymałem się w jednym z najsłynniejszych paryskich luksusowych hoteli i jednym z flagowych hoteli marki Four Seasons na świecie, ale również dlatego, że spotkałem się tam pierwszy raz po 10 latach z moją byłą Szefową Silke Maulick, z czasów kiedy pracowaliśmy w Four Seasons Hampshire w dziale Służby Pięter. Silke jest dyrektorem Służby Pięter w Paryżu od 8 lat. Wcześniej pracowała także w Four Seasons w Budapeszcie i Florencji.


Apartament Prezydencki

Silke była nie tylko moim przełożonym, ale także Mentorem i Nauczycielem. Wiele jej zawdzięczam. O tym jak praca w Four Seasons mnie ukształtowała jako hotelarza, mówiłem i pisałem wielokrotnie. Ale to dzięki Silce wiele się nauczyłem. Choć na początku to ja sam za nią chodziłem i jęczałem, że chcę się codziennie uczyć czegoś nowego. I tak niemalże było. Ostatecznie zaowocowało to moim awansem na jej asystenta (jednego z trzech), co było dla mnie dużym wyróżnieniem i kołem napędowym do dalszego rozwoju zawodowego. Mam nadzieję być również takim autorytetem.

Hotel George V, położony przy alei George V w pobliżu Pól Elizejskich, został otwarty w 1928 roku. Od 1997 roku jest zarządzany przez sieć Four Seasons. Jego obecnym właścicielem jest saudyjski miliarder książę Al-Waleed bin Talal, który posiada również londyński hotel Savoy i nowojorski hotel Plaza, oraz udziały w sieciach Four Seasons Hotels & Resorts i Fairmont Raffles Holding International.

Na podjeździe do samochodu podbiegł portier, otworzył mi drzwi i powitał zwrotem ‘witam w Four Seasons’ i od razu zajął się bagażem. W wejściu stał odźwierny, który również użył zwrotu ‘witam w Four Seasons’. W lobby w drodze do lady recepcyjnej minąłem ochroniarza i stojącą przy nim recepcjonistkę, którzy oboje nawiązali ze mną kontakt wzrokowy i z uśmiechem powiedzieli ‘dzień dobry’. Z resztą niemal każdy pracownik hotelu, którego mijałem w lobby, windzie czy korytarzu, pozdrawiał mnie grzecznościowymi zwrotami. Na tym właśnie polega obsługa wysokiej klasy. I już uprzedzam – wcale nie odnosiłem wrażenia, że jest to sztuczne i nadmierne. To było dla mnie naturalne w luksusowym hotelu.


Recepcja

Po przedstawieniu się w recepcji, zostałem powitany z użyciem mojego nazwiska, a recepcjonistka wykonała telefon, jak się chwilę potem okazało do Silki, która podeszła przywitać mnie osobiście.
Recepcjonistka poinformowała mnie o specjalnej atrakcji zaplanowanej na wieczór i spytała czy życzę sobie rezerwację stolika w jednej z hotelowych restauracji. Po zameldowaniu zostałem odprowadzony przez nią do pokoju, a po drodze stale prowadziła ze mną konwersację.

Na korytarzu mijaliśmy pokojową, która obsługiwała tablet, zapewne aktualizując statusy swoich posprzątanych pokoi. Zabrakło mi jej kontaktu wzrokowego, uśmiechu i pozdrowienia słownego. Wspomniałem o tym Silce, która następnego dnia powiedziała, że przyszła specjalnie wcześniej na poranną odprawę pokojowych, aby przypomnieć im jak należy się zachować w obecności gościa.


Foyer i wejście do Le Bar

Four Seasons George V posiada 185 pokoi w 3 kategoriach i 59 apartamentów w 11 kategoriach, w tym m.in. apartament Królewski za 15.500 euro za noc, oraz Prezydencki i Penthouse za 22.500 euro za noc.


Widok z tarasu w apartamencie Penthouse

Udało mi się skorzystać z ceny Friends & Family i otrzymałem bardzo duży rabat w stosunku do standardowej stawki, która wynosi ok. 1.000 euro za noc za „najtańszy” pokój typu Premier.
Dodatkowo otrzymałem upgrade do pokoju typu De Luxe. Miał jakieś 45 m2 całkowitej powierzchni, przedpokój z szafą i minibarem, jasną sypialnię urządzoną w pastelowych kolorach, zdobioną kryształowym żyrandolem i meblami inspirowanymi 18-wiecznym stylem, oraz przestronną marmurową łazienką z wanną, osobnym prysznicem i z kosmetykami marki Bvlgari.
Pokój wieczorem został tradycyjnie przygotowany do snu.

Na godzinę 18:00 zostałem zaproszony na ekskluzywną degustację win, w której uczestniczyły raptem 4 osoby i sommelier. Degustacja odbyła się w piwnicy, do której droga prowadziła przez zaplecze kuchni i dalej 14 metrów w głąb krętymi schodami. To świadczyło o tym, że nie jest to miejsce, do którego zazwyczaj wchodzą osoby postronne, a głównie personel.
Atmosfera miejsca była niezwykła – chłód od kamiennych ścian i stropu, ciemne wnętrze rozświetlone blaskiem świec, drewniany stół z kieliszkami i przekąskami oraz długie i wysokie regały z butelkami w których odbijało się światło świec. Łączna liczba butelek win w kolekcji znajdującej się w hotelu, to aż 50.000 i 2.500 różnych etykiet win!!
Mieliśmy okazję skosztować różowego szampana, czerwonego i białego wina, oczywiście francuskie. Sommelier pokazała nam najdroższe w kolekcji wino marki Petrus z 1964 roku, którego cena w karcie wynosiła….40.000 euro!!

Z lekkim szumem w głowie po degustacji poszedłem od razu na kolację.

Four Seasons George V jest pierwszym hotelem w Europie, który może poszczycić się posiadaniem aż trzech restauracji nagrodzonych gwiazdkami Michelin.
Jako pierwsza w 2016 roku trzy gwiazdki otrzymała flagowa restauracja hotelu – Le Cinq, która oferuje 7-daniowe menu degustacyjne o nazwie ‚Epicurean Escape’.

Restauracja L’Orangerie, otwarta w maju 2016 roku, otrzymała jedną gwiazdkę Michelin już po 8 miesiącach działalności. Menu oferuje dania oparte na sezonowości lokalnych produktów. L’Orangerie sąsiadującą z marmurowym dziedzińcem zaprojektował Pierre-Yves Rochon. Tutaj podawane są także śniadania.

Natomiast nagrodzona jedną gwiazdką restauracja Le George, urządzona również przez Pierre-Yves Rochon w eleganckim ale nowoczesnym stylu, otwarta została w październiku 2015 roku. Oferuje dania kuchni śródziemnomorskiej. I tam właśnie miałem zrobioną rezerwację, gdyż miała ostatnie wolne miejsca na sobotni wieczór.

W wejściu z nazwiska powitała mnie hostessa i odprowadziła do stolika. Zaraz podeszła jedna kelnerka wręczając kartę menu i proponując napoje, za chwilę pomocnik kelnera z pieczywem i oliwą. Z kolei trzecia osoba przyniosła przekąskę w postaci maleńkich słonych rybek.

Obsługa ubrana była elegancko, ale na luzie, nie w uniformach. Panie w kostiumach, a panowie w dopasowanych garniturach z rozpiętym kołnierzykiem i butonierką. Bardzo mi się to podobało. Pasowało do charakteru restauracji. Zupełnie inaczej, niż w Le Cinq, gdzie wystrój jest klasyczny pałacowy, a uniformy formalne.

Na danie główne zamówiłem risotto z homara, a na deser figową tarte.
Nie zrobiłem zdjęć jedzenia, bo przede wszystkim wydawało mi się to niestosowne w takim miejscu w otoczeniu innych klientów, no i światło w sali było przyciemnione przez co jakość byłaby słaba. Niemniej mogę zwizualizować i ośmielić się ocenić owe dania.

Risotto zostało podane na płaskim talerzu, co w mojej ocenie nie wyglądało atrakcyjnie, zwłaszcza że porcja była typowo fine dining’owa, czyli niewielka. Uważam, że podane w głębokim talerzu z szerokim rantem prezentowałoby się o wiele lepiej. W smaku było całkiem OK, jak na mój gust.
Natomiast deser wizualnie prezentował się bardzo dobrze – barwny talerz i barwna kompozycja składająca się z karmelowego wafla w kształcie koła, co było ową tartą, a na wierzchu kawałki świeżej figi skropionej sosem i podane z gałką lodów. Co z kolei nie zachwyciło moich kubków smakowych. Ale może się nie znam 🙂

O czym muszę jeszcze wspomnieć na koniec, to instalacje i kompozycje florystyczne, które zdobią części publiczne, a z których hotel George V jest również bardzo znany, jak sam artysta i celebryta, który jest za nie odpowiedzialny Amerykanin Jeff Leatham. Roczny budżet na kwiaty zmieniane co tydzień oraz spektakularne dekoracje świąteczne wynosi milion euro!

Te nowoczesne kompozycje kwiatowe w połączeniu z pałacowym wnętrzem zdobionym barwną marmurową posadzką, kryształowymi lustrami i zabytkowymi arrasami, robią na gościach niesamowity efekt ŁAŁ, czyli to co powinno charakteryzować prawdziwie luksusowy hotel.

Trochę liczb:
pokój typu Premier – ok. 1.000 euro bez śniadania
szampan Moët & Chandon – 160 euro
risotto z homara – 60 euro
figowa tarta – 15 euro

 

Co czyni hotel prawdziwie luksusowym – część II

Komentarze

komentarzy