Stale szukam wyzwań i okazji do wychodzenia ze swojej strefy komfortu, aby nie stać w miejscu i się rozwijać. Tak było od początku mojej drogi zawodowej.

Zaraz po ukończeniu Technikum Hotelarskiego w Mrągowie przeniosłem się do Warszawy. Wówczas niełatwo było dostać pracę w recepcji w pięciogwiazdkowym hotelu bez doświadczenia , a takie miałem pierwsze zawodowe marzenie. Zacząłem więc jako kelner śniadaniowy w Airport Hotel Okęcie, bo o taką pracę niebyło trudno, ale nie zapominałem o celu. Z własnej woli po godzinach pracy, za zgodą dyrektora hotelu chodziłem do recepcji i uczyłem się standardów oraz poznawałem system hotelowy Fidelio, który powszechnie używany jest w hotelach sieciowych. Skutkowało to tym, że nie tylko szybko przeszedłem tam na etat jako recepcjonista, ale po pewnym czasie pojawiła się szansa przejścia do pięciogwiazdkowych hoteli międzynarodowych marek – Radisson Blu (obecnie Radisson Collection) i InterContinental.

Po pierwszych trzech latach studiów hotelarskich i osiągnięciu pierwszego celu dopadł mnie kryzys. Zastanawiałem się, czy to właśnie chcę robić, czy tu właśnie chcę być. Akurat pojawiła się okazja wyjazdu za granicę do Anglii, który był strzałem w dziesiątkę. Początkowo pełniłem funkcję koordynatora biura Housekeepingu w hotelu Four Seasons Hampshire, ale poprosiłem o zmianę stanowiska na pokojowego, co wiązało się automatycznie z obniżeniem pensji. Po prostu chciałem przejść przez wszystkie stopnie w strukturze organizacyjnej. Dzięki mojej postawie i zaangażowaniu, dość szybko udało mi się awansować najpierw na stanowisko kierownika zmiany, a następnie zastępcę dyrektora Housekeepingu.

Po kolejnych trzech latach i dynamicznie rozwijającej się kariery zawodowej, zrezygnowałem z pracy. Spakowałem wszystkie swoje rzeczy do kartonów i wyruszyłem w miesięczną podróż po Karaibach, która była niezwykle ciekawym przeżyciem. Kontynuowałbym samotną podróż po świecie jako 27-latek, gdyby nie zaplanowany wcześniej przyjazd do Polski, który zakończył się przyjęciem oferty pracy ponownie w hotelu InterContinental, tym razem jako kierownik Club Lounge i Guest Relations. Zrobiłem to z potrzeby sprawdzenia się w nowej roli. Chociaż była to interesująca i kreatywna praca w renomowanym hotelu i na prestiżowym stanowisku, po czterech latach miałem poczucie, że stoję w miejscu. Złożyłem więc wypowiedzenie i zacząłem szukać nowego pomysłu na siebie.

Dość spontanicznie zrodziła się myśl świadczenia usług szkoleniowych. Raczej z potrzeby dzielenia się pasją i wiedzą, którą tak naprawdę dopiero wtedy zacząłem siłą rzeczy poszerzać. Trochę mi zajęło czasu, aby znaleźć się w tym miejscu, w którym jestem teraz. Czasu stałego rozwoju zawodowego, poznawania innych pasjonatów hotelarstwa, odkrywania fascynującego świata hoteli, nie tylko tych luksusowych.

I tak już 6 lat. Co będzie dalej? Zobaczymy.
Nie mam ambicji zostania dyrektorem generalnym hotelu, ale zawsze miałem ambicję wykonywania wartościowej pracy i otaczania się wartościowymi ludźmi.
Uważam, że wszystko dzieję się po coś, choć nie od razu widzimy tego sens i nie zawsze nam się chce zrobić niekiedy krok do tyłu, aby potem zrobić dwa do przodu.
Chciałbym, żeby mi się zawsze chciało.

Ten post dedykuję Kornelii i Dawidowi.

Komentarze

komentarzy