Droga pośród smukłych, wysokich cyprysów była kręta i wiodła po zboczu zalesionego wzgórza. Bogato zdobiona kamienna brama z mosiężną tablicą z nazwą Belmond wskazała, że dotarłem na miejsce. Na końcu długiej alei widać było rozświetloną przez zachodzące słońce majestatyczną fasadę budynku, której projekt przypisuje się samemu Michałowi Aniołowi.

Niegdyś 15-wieczny klasztor Franciszkanów, w którym zatrzymał się cesarz Napoleon Bonaparte. Dziś, hotel Villa San Michele, zarządzany przez luksusową markę Belmond, z panoramicznym widokiem na miasto Medyceuszy, Dantego, Da Vinciego i Santiego. Miejsce, w którym można poczuć atmosferę epoki renesansu.


hotelowy Rolls-Royce na potrzeby trasportowe gości


posąg Dawida z goglach płetwonurka 

 

Słysząc auto parkujące na wysypanym białym żwirkiem podjeździe, na powitanie wyszli konsjerż Adriano i recepcjonistka Sofia.
„Witamy w Villa San Michele, panie Weber” – co brzmi już dla mnie niczym mantra i oznacza, że trafiłem do miejsca, w którym przykłada się wagę do najwyższych standardów obsługi.
Dla wzbogacenia pierwszych doświadczeń goście nie są prowadzeni prostą drogą do recepcji, a do spektakularnego lobby, dawnego klasztornego kościoła. Wnętrze rozświetlają promienie słońca, przebijające przez witraż nad ołtarzem, w których mienią się kryształy masywnych żyrandoli.

 


Wejście główne i lobby, także miejsce uroczystości ślubów cywilnych 

 

Na powitanie oferowana została butelkowana woda mineralna i zapakowane wilgotne ręczniczki do odświeżenia rąk. Aby procedurom bezpieczeństwa sanitarnego stało się zadość, musiałem nałożyć w wejściu maseczkę na twarz, zdezynfekować ręce i poddać się mierzeniu temperatury ciała. W tym całym protokole nie zabrakło najważniejszego – kurtuazyjnej pogawędki.

 

W czasie krótkiego odsapnięcia po podróży w chłodnych wnętrzach wrócił Adriano, a w ręku trzymał mój kapelusz – „Wyciągając bagaże z samochodu znalazłem kapelusz na tylnym siedzeniu i pomyślałem, że może go pan potrzebować”. To jest intuicja!

____________________________________________

Czytaj więcej…
Efekt „łał”, czyli co czyni obsługę gościa wyjątkową

____________________________________________

Po dopełnieniu formalności, Sofia, ubrana w białą koszulę z wywiniętym kołnierzem i bufiastą spódnicą gęsto zdobioną wzorami barwnych motyli, odprowadziła nas do pokoju. Po drodze opowiedziała o historii tego miejsca i pokazała główne jego atrakcje.
Centralnym punktem jest gęsto zazieleniona Oranżeria z kamienną fontanną, w której z chęcią urządziłbym sobie pokój jedynie z łóżkiem.
Stąd przez zdobione portale drzwiowe przejdziemy do salonu kominkowego Cenacolo, baru oraz arkadowego tarasu restauracji La Loggia z olbrzymimi stylowymi roletami i dalej do ogrodów.

Cały kompleks składa się z 45 pokoi i apartamentów. W samym budynku klasztornym mieści się ich 23. Pomieszczenia, klatki schodowe i korytarze tworzą istny labirynt.
Nie brakuje cennych antyków, gobelinów, posągów, sakralnych dzieł sztuki, grafik i autentycznych fresków, które dopełniają zabytkowe wnętrza.
Belmond Villa San Michele, jak przystało na luksusowy obiekt, eksponuje sztukę współczesną lokalnych artystów. Uwagę przykuwają błękitne portrety słynnych Florentczyków…w maskach do nurkowania. Ich twórcą jest Blub, tajemniczy artysta uliczny, którego murale zdobią florenckie ulice.


Oranżeria


Business Center do dyspozycji gości 


Salon Kominkowy z freskiem „Ostatnia Wieczerza”, ale nie autorstwa Leonarda 😉 


Obrazy autorstwa „Bluba”, koszt jakieś 11 tys. euro 

 

Rezerwacji dokonałem przez serwis Grand Luxury Hotels.
Poza podwójnym upgradem do pokoju wyższej kategorii, miałem zagwarantowane także bezpłatne śniadanie, wstawkę powitalną, kredyt w wysokości 90 USD do wykorzystania na usługę gastronomiczną oraz możliwość późniejszego wymeldowania.

Pokój Deluxe, to dawna zakonna cela.
Styl nieco ascetyczny, co by się spodobało zakonnikom, ale wyposażenie już znacznie narusza śluby ubóstwa.
Ceglasta podłoga, rzeźbione w drewnie meble, stolik jadalny, ogromne łoże z baldachimem i pierzastą kołdrą o ponadstandardowej wielkości. Klimatyzowany pokój wyposażony jest w ekspres do kawy, lodówkę z jedynie wodą mineralną (ze względu na epidemię została opróżniona z napojów i przekąsek) i niewielki telewizor (w luksusowym hotelu powinien mieć jednak co najmniej 49 cali). Szklanki i filiżanki pakowane są w plastikowe woreczki, a papierowe informatory oraz cenniki room-serwisu i minibaru zostały zastąpione przez kody QR.
W saszetce z logo marki Bvlgari znajdował się żel do rąk, jednorazowa maseczka i rękawiczki.
Przestronna łazienka z dwiema umywalkami, wanną i osobnym prysznicem z deszczownicą, wydzieloną toaletą i wnęką garderobianą. Kosmetyki marki Aqua di Parma, dodatkowo płyn do ust i woda toaletowa po goleniu.


Powitalny zestaw z akcesoriami sanitarnymi 

 

No i ten widok z okna pokoju na Florencję! Ta duża kopuła na środku to Duomo.

Pokój serwisowany jest dwa razy dziennie – poranne odświeżenie na życzenie gościa i wieczorem przygotowanie do snu. Usługa dostarczania posiłku do pokoju świadczona jest zazwyczaj przez 24h, ale w obecnej sytuacji, kiedy obłożenie wynosi około 40%, od 8:00 do północy.

Hotele tej klasy dbają o bogate doświadczenia swoich gości. Można nie tylko zwiedzić Florencję poza utartym szlakiem (hotel oferuje bezpłatny transport co godzinę do centrum miasta), ale także wziąć udział w warsztatach z konserwacji fresków, czy wziąć udział w zajęciach kulinarnych wraz z szefem kuchni Attilio Di Fabrizio i gotować najlepsze włoskie specjały.

Dla tych co nie lubią gotować, jak ja, pozostaje po prostu możliwość skosztowania dań kuchni toskańskiej i włoskiej z zachwycającymi widokami w restauracji La Loggia.
Tu jest magicznie, zwłaszcza o zachodzie słońca i z muzyką na żywo.

 

Zwróciłem uwagę na nakrycie stołu. Oryginalne naczynia ceramiczne, specjalnie zaprojektowane dla hotelu, i zdobione szkło. Klepsydra jako element dekoracyjny i papierowe etui na maseczkę do twarzy. Karta dań dostępna była pod kodem QR.
Zamówiłem 5-daniowe menu degustacyjne z potrawami toskańskimi. I oczywiście toskańskie wino.

Na początek amuse-bouche: mus z mango z papryczką i chips z serem ricotta.

 

Zgodnie ze sztuką fine-dining’u, chleb został wypieczony według tradycyjnej receptury, w tym przypadku florenckiego przepisu, i podany na liściach laurowych i rozmarynie, co potęgowało jego aromat. Dodatkowo włoskie paluchy grissini.

Ceviche z ryby seriola (amberjack) z panzanellą (rodzaj toskańskiej sałatki) i galaretką z pomidorów.

 

Bulion rybny Cacciucco z krewetkami, mątwą i makaronem.

 

Duszona wołowina po florencku z żółtkiem, serem ricotta z Pistoi i świeżymi truflami.

 

Pieczony schab jagnięcy z papryczkami, oliwkami i sosem Diavola.

 

Mus czekoladowy z karmelem, ciastem biszkoptowym z orzechów laskowych i kremem z jęczmienia.

 

Na koniec, tradycyjnie petit-four, czyli ręcznie robione pralinki.
Nacieszyłem moje zmysły.

 

To co charakteryzuje luksusowe hotele z długą historią, to grono wiernych marce członków zespołu, którzy mogą się pochwalić długim stażem pracy. Także w Villa San Michele pracują osoby, które pamiętają początki hotelu z 1982 roku.
Znakomity kelner Roberto, prezentował najwyższą jakość serwisu. Jego asystent, który pomagał przy obsłudze mojego stołu miał niestety pewne braki – nie zaproponował kolejnego kieliszka wina, kiedy mój stał pusty, i ciepłego napoju do deseru.

„Buongiorno senior Weber, śniadanie już gotowe.” – powiedział Roberto następnego dnia, odprowadzając mnie do ogrodu.
Kaskadowy ogród to najprzyjemniejsza część w Belmond Villa San Michele.
Zielony, ukwiecony plac z panoramicznym widokiem, gdzie w ciepłe wieczory można skosztować włoskich win i selekcji serów. Koncert cykad gratis.
W gąszczu bukszpanu, krzewów rozmarynu i pnączy ukryte są kolejne pokoje i apartamenty z małymi tarasami.

 

Na jego szczycie znajduje się basen z leżakami i dzienna restauracja z barem.
I choć nie przepadam za wylegiwaniem się na słońcu, to te dwie godziny spędzone na basenie były niezwykle przyjemne. Uśmiechnięta Eleonora dbała, by nie zabrakło mi w goblecie mojego ulubionego aperola.

Czego więcej można oczekiwać. Można by powiedzieć – Witaj we wspaniałym świecie Belmonda.

 

To było moje drugie i z pewnością nie ostatnie doświadczenie z marką Belmond, słynącą z niezwykle eleganckich i butikowych hoteli, która pielęgnuje tradycje hotelarstwa i styl podróżowania dawnych lat. Sama marka Belmond jest stosunkowo młoda, ale historia firmy sięga 1976 roku. Wtedy powstała firma Orient-Express Hotels Ltd., która zarządzała hotelami pod tą legendarną marką. W 2014 roku firma zmieniła nazwę na Belmond Ltd, a w 2019 została kupiona przez francuski koncern LVMH.

____________________________________________

Czytaj więcej…
Belmond Hotel Caruso w Ravello – recenzja

____________________________________________

Belmond obecnie zarządza 45 hotelami, w tym hotelem Cipriani w Wenecji, Reid’s Palace na Maderze, Mount Nelson w Kapsztadzie i Copacabana Palace w Rio de Janeiro, oraz kilkoma statkami rzecznymi, pociągami turystycznymi i restauracjami na całym świecie. Dodatkowo Belmond jest operatorem kolei Venice Simplon-Orient-Express, która została założona w 1982 roku i kursuje na trasie Londyn – Wenecja. Składa się z odrestaurowanych oryginalnych wagonów firmy Wagon-Lits z lat dwudziestych i trzydziestych 20. wieku. Podróż tym pociągiem, to wciąż moje ogromne marzenie.

 

Trochę liczb:
pokój – od 550 euro, śniadanie i parking w cenie
menu degustacyjne – 95 euro od osoby

Komentarze

komentarzy