Jestem szczęściarzem, że mogę często podróżować i przeważnie to wyjątkowe hotele są celem moich podróży. Tak właśnie było kiedy planowałem wyjazd na Bałkany.
Niewielka skalna wysepka Świętego Stefana wyłaniająca się z ciemnoniebieskich wód Adriatyku była niegdyś ufortyfikowaną rybacką osadą, której początki sięgają 15. wieku. Kamienne domki z ceglastymi dachówkami oplecione pnączami jesiennych liści, wybrukowane alejki pośród oleandrów, placyki w cieniu wysokich sosen i cyprysów oraz cztery prawosławne kościoły z barwnymi malowidłami i unoszącym się w powietrzu zapachem kadzidła. W takiej wyjątkowej, ekskluzywnej scenerii odpoczywają goście luksusowego resortu Aman Sveti Stefan.

To było moje pierwsze doświadczenie z marką Aman, która słynie z kameralnego charakteru obiektów i inspirujących lokalizacji na całym świecie. Uroków wyspy doświadczali sławni tego świata już w latach 70. ubiegłego wieku kiedy powstał pierwszy resort, chociażby Elizabeth Taylor i Richard Burton. Parokrotnie gościli tu David i Victoria Beckhamowie.

Czytaj więcej…
Współczesna luksusowa usługa hotelowa

Aman Sveti Stefan leży 10 km od Budvy, 30 km od malowniczej Zatoki Kotorskiej i wpisanego na listę UNESCO Starego Miasta w Kotorze oraz 45 km od przepięknego miasteczka Perast. Lotnisko w Podgoricy znajduje się 57 km od resortu, skąd bezpośredni lot do Warszawy trwa jedynie 2 godziny.

Druga część resortu Aman Sveti Stefan znajduje się na kontynencie. Przez plażę usypaną z różowych kamyków, krętą ścieżką przez skaliste schody i sosnowy las dotrzemy do niewielkiej zatoki u wybrzeży której stoi Villa Miločer z 8 apartamentami i restauracją. Zbudowana w latach 30. jako letnia rezydencja serbskiej rodziny królewskiej.

W jej sąsiedztwie, w otoczeniu 30-hektarowego parku z setkami drzew oliwnych znajduje się butikowe Aman Spa z plażą Queen’s Beach dostępną jedynie dla gości resortu. W Spa do dyspozycji gości jest 6 gabinetów zabiegowych, sauny, siłowania, basen zewnętrzny i wewnętrzny.

Wyspa z jedynie 50 pokojami i apartamentami otwarta jest od maja do października. Natomiast Villa i Spa czynne są cały rok. Akurat trafiłem na ostatni weekend przed zamknięciem. Zajętych było raptem parę pokoi, więc czułem jakbym przez 24 godziny miał wyspę niemal na wyłączność.

Do Sveti Stefan goście mogą się dostać helikopterem, limuzyną lub łodzią. Od świtu do zmierzchu oferowany jest bezpłatny transport motorówką pomiędzy wyspą, a Villą Miločer i Spa.

Resort przyjazny jest zarówno dla dorosłych, jak i rodzin z dziećmi. Jednak punkty rekreacyjne i gastronomiczne są tak rozłożone, że nikt sobie nie przeszkadza. Z dwóch basenów na wyspie rozciągają się widoki na górzysty krajobraz Czarnogóry oraz bezkresne wody Adriatyku.

Dla osób, które nie chcą dzielić się basenem, dostępny jest apartament Sveti Stefan o powierzchni 160 mkw z prywatnym basenem i tarasem z bezpośrednim widokiem na morze.

W sercu wyspy znajduje się Piazza, przy której usytuowane są rozmaite lokale gastronomiczne, jak winiarnia, tawerna i bar. Goście mogą spróbować dań kuchni czarnogórskiej i włoskiej. Naturalnie nie brakuje świeżych owoców morza.

Poza całą liryką lokalizacji i klasą resortu, byłem nieco rozczarowany obsługą, która z szczycie sezonu składa się z 350 osób. Co przy 60 pokojach daje wskaźnik aż 5.8 pracowników na jeden pokój.

Pierwsze zaskoczenie przyszło już na przyjeździe. Przy grobli łączącej plażę z wyspą stoi budka z ochroniarzem, gdyż resort dostępny jest jedynie dla gości. Mimo poinformowania go o tym, że mam rezerwację, pracownik z mierną znajomością angielskiego nie chciał mnie wpuścić. Nawet nie przyszło mu do głowy, aby zadzwonić do recepcji i przekazać mi słuchawkę, sam więc zadzwoniłem. Recepcjonistka przeprosiła za zamieszanie i wysłała portiera, aby pomógł z bagażem. W resorcie tej klasy portierzy powinni tak naprawdę kręcić się w pobliżu grobli i czekać na gości. Wystarczyło przecież zadzwonić do mnie (numer telefonu był podany w rezerwacji) i zapytać o orientacyjną godzinę przyjazdu. Mało tego, ochroniarz wpuszczający samochód na parking, który pytał czy mam rezerwację, powinien od razu zgłosić mój przyjazd do recepcji.
Grobla ma długość około 50 metrów, do samego parkingu jest kolejne 50 metrów. Zdziwiony byłem, że nie mieli ani jednego meleksa, którym przewozili by gości. Znowu, jest to pewien standard w luksusowych resortach o tak rozproszonej zabudowie terenu.

Potem już było znacznie lepiej. Portier odebrał kluczyki do auta i eskortował mnie do recepcji, nawiązując kurtuazyjną pogawędkę. W bramie wejściowej czekał sam dyrektor resortu oraz recepcjonistka z tacą z napojem orzeźwiającym i wilgotnymi ręczniczkami.
Procedura rejestracyjna odbyła się w pokoju, a nie w recepcji. Recepcjonistka Teodora była przesympatyczna, uśmiechnięta i komunikatywna. Oprowadziła po pokoju, a na koniec zaproponowała spacer zapoznawczy po wyspie. Po kilku minutach pojawił się portier, który rozłożył bagaże na bagażnikach.

Czytaj więcej…
Resort One&Only Palmilla w Meksyku – recenzja

Dzięki ponownej rezerwacji przez serwis Grand Luxury Hotels, otrzymałem dodatkowe benefity – upgrade do pokoju wyższej kategorii, śniadanie oraz bezpłatny lunch a la carte.

Mój pokój kategorii Deluxe Cottage Room był bardzo przestronny, przypominał raczej apartament na otwartym planie, z fantastycznym widokiem.
Rustykalny styl w neutralnych kolorach właściwy dla lokalizacji resortu oraz minimalistyczny w wystroju, co jest charakterystyczne dla marki Aman. Odsłonięte kamienne ściany, marmurowe podłogi, drewniane meble wykończone z dbałością o detale. W innych pokojach na sufitach wyeksponowano oryginalne drewniane belki.
Na powitanie w pokoju czekała buteleczka ziołowej brandy zwanej Travarica.

Łóżko niezwykle wygodne z poduszkami i kołdrą wypełnionymi naturalnym pierzem. Mały telewizor 49 cali, zważywszy na wielkość pokoju i odległość telewizora od łóżka. Już standardem jest nie tyle czajnik w pokoju z szerokim wyborem herbat, co ekspres do kawy marki Nespresso. Niestety asortyment minibarku ubogi – brak alkoholi – czego nie potrafiła wytłumaczyć recepcjonistka.

Pokój kąpielowy z garderobą niemal wielkości sypialni, z dwoma kontuarami z umywalką, wanną, osobnym pomieszczeniem z prysznicem i toaletą.
Aman stara się ograniczać zużycie plastikowych opakowań – gumowe klapki w płóciennych woreczkach (po dezynfekcji są ponownie używane), kostka mydła ułożona luzem na mydelniczce, aromatyczne kosmetyki w ceramicznych pojemnikach wielokrotnie uzupełnianych, waciki i patyczki do uszu także luzem w ceramicznym pojemniku.

W porze obiadu główny kelner, starszy wiekiem, prezentował nienaganne maniery obsługi i doskonałą wiedzę o daniach i winach. Niestety jego młodszy kolega, który miał mu asystować w obsłudze, nie spisywał się najlepiej.
W barze przy basenie, do zamówionego Aperola Spritza kelner nie podał jakichkolwiek przekąsek, nawet zwyczajnych orzeszków.

Sceneria śniadania o poranku zachwyciła. Ćwierk ptaków, wody Adriatyku mieniące się w promieniach wschodzącego słońca, turkusowa zastawa stołowa, no i brak innych gości. Kelner podał śniadanie do stołu według dań zamówionych z karty.
Jednak i tu przyszło pewne rozczarowanie. Kiedy poprosiłem o herbatę z czerwonych owoców kelner bez chwili zastanowienia się odpowiedział, że takiej herbaty nie ma. W karcie owszem nie było, ale taka herbata była dostępna, bo miałem ją w pokoju. Wystarczyło gdyby odpowiedział, że sprawdzi co może w tej sytuacji zrobić. Mój stolik był jedynym do obsługi w tym czasie.

W dniu wyjazdu doba hotelowa została wydłużona bez problemu, a pokój odświeżono – łóżko zostało zaścielone, ręczniki wymienione, naczynia room-serwisu wyniesione.
Kiedy tak sobie chillowałem w pokoju przed wyjazdem, nagle bez pukania do drzwi wszedł pracownik techniczny, wyraźnie zaskoczony moją obecnością. A na samym korytarzu inni pracownicy prowadzili głośne rozmowy.

Wyjeżdżając miałem okazję porozmawiać z dyrektorem resortu, który podszedł się pożegnać i zaprosić do kolejnej wizyty. Podziękował za uwagi i przeprosił za niedogodności.
Portier zaproponował podstawienie samochodu. Zapakował walizki do bagażnika i z uśmiechem życzył bezpiecznej podróży. Zabrakło mi jednak zaproponowania, a wręcz wstawienia przy przednich fotelach butelek z wodą mineralną na drogę, co uczyniono chociażby w Four Seasons Du Cap Ferrat (recenzja TUTAJ) i Four Seasons Buenos Aires (recenzja TUTAJ).

Obsługa ani razu w trakcie interakcji ze mną w recepcji, spa, czy restauracji nie użyła mojego nazwiska, co jest elementem personalizacji kontaktu z gościem. Jeśli ich standardy mówią, aby nazwiska gościa nie używać, to mogę to nawet zrozumieć. Jeśli jednak standard obsługi nakazuje używanie nazwiska, no to jest problem z jego przestrzeganiem.

Zapytałem Teodorę, co dla niej znaczy marka Aman. Odpowiedziała, że to wyjątkowe doświadczenia, atencja na gościach i przewyższanie ich oczekiwań. No cóż. Co do wyjątkowego doświadczenia pobytu mogę się zgodzić. Jednak w kwestii obsługi, to w moim przypadku obietnica marki nie została całkowicie spełniona.

Trochę liczb:
pokój – od 800 euro ze śniadaniem
masaż holistyczny całego ciała 60 minut – 180 euro
sałatka z owocami morza – 27 euro
Aperol Spritz – 15 euro

Komentarze

komentarzy